27.05.2017
<< wstecz
 

Andrzej Zygmunt Rola – Stężycki

 
 

SREBRNE  TALARY  Z PRZYBYSZEWA

 
 
 

Nadpilicki trakt wiodący z Warki przez Przybyszew do Nowego Miasta i dalej, był jednym z najbardziej uczęszczanych niegdyś szlaków handlowych grójecczyzny.
Jest ważny i dziś jeszcze, ale...budowę drogi bitej podjęto dopiero w latach dwudziestych  XX. W zasadzie do dziś nie jest ona ukończona i choć wiele jej zarzucić można, to tego, że jest jednym z najbardziej malowniczych dróg regionu, nikt zaprzeczyć nie może.
Nie wiadomo czemu, mimo, że jest naprawdę ważna arteria i jej przebudowa znacznie skróciłaby czas przejazdu między kilkoma ważnymi ośrodkami powiatu, nie może doczekać się ona właściwej przebudowy, dostosowania jej do wymogów współczesnego ruchu drogowego i potrzeb. Wstrzymywany przez to również ruch turystyczny na owym trakcie,  powoduje trudności nie tylko komunikacyjne. Strata więc to wielka...
Wzdłuż owego traktu rozlokowały się liczne, a znane w regionie miejscowości, których historyczne i turystyczne walory są nie do podważenia: Warka, Lechanice, Pacew,  Wrociszew, Michałów, Bończa, Biejków, Promna, Przybyszew, Świdno, Tomczyce czy Nowe Miasto, to nazwy znane nie tylko mieszkańcom regionu.
Szlak to więc historyczny i...wiele się tu przez wieki działo. Tędy transportowano dobra wszelakie i tu spotykali się różni ludzie, Nie zawsze też bezpiecznie tu było...
Wielu więc ludzi doświadczyło tu różnych przeżyć, a i wielu życie postradało. Przejazd bowiem tym traktem – jak i na wielu innych podobnych – nie był ani łatwy, ani prosty czy bezpieczny. Bywało więc, że szukając ratunku, lub chroniąc dobytek, uciekano się do różnych forteli, a pogmatwane koleje losu powodowały, że...czas zacierał ślady owych tragicznych niekiedy wydarzeń. Te po latach dopiero przypadkowo odnajdywano.
Ileż to owe ślady powiedzieć by mogły? Któż wie...czasem pozostają tylko domniemania, niekiedy wielce przecież sensacyjne. Niezależnie jednak od jakości owych hipotez, ślady te są niezaprzeczalnymi dowodami minionych wydarzeń.
Ujawnienie jednak owych faktów jest nie tylko nie lada sensacją, ale i...dowodem na jakże wartkie wydarzenia, których świadkami i niekiedy nawet uczestnikami są nasi bliscy czy znajomi.  Zapoznając się z tego rodzaju faktami napotykamy często nazwiska naszych bliskich, sąsiadów, przyjaciół. To właśnie powoduje, że  chętniej sięgamy po tekst jakiegoś reportażu, jeśli zauważymy w nim znane nam nazwiska, ulice czy nazwy. To przecież nasze sprawy...
Owe wydobyte na światło dzienne fakty i ludzie uczestniczący w dawno minionych wydarzeniach, są właśnie kanwą wielu interesujących informacji historycznych. Te warto przytoczyć....
„Warszawa 18 listopada 1922 r. Do P. Wojewody Warszawskiego. Starosta grójecki dn. 16.bm. zakomunikował telefonicznie kier. oddz. prezydjalnego p. Neumanowi, że na gruntach gm. Przybyszew przy budowie szosy robotnicy wykopali garnek, zawierający przeszło 140 monet srebrnych (talarów) z w. XVIII oraz kilka monet złotych, tych ostatnich nie udało się od robotników odebrać.
Opierając się na powyższym komunikacie, wnoszę na zasadzie dekretu o opiece nad zabytkami sztuki i kultury (Dziennik Praw r. 1918 N 16, poz.36, art.23, lit.a) o wydanie zarządzenia:
1. Żeby nie przesądzając tytułu własności powyższego wykopaliska, znalezione monety wraz z naczyniem, o ile takowe nie uległo zniszczeniu, po sporządzeniu dokładnego opisu, przewiezione zostały do Województwa dla chwilowego zdeponowania ich w Muzeum Narodowem i zbadania przez rzeczoznawców ich wartości numizmatycznej dla zabezpieczenia praw Rządu, wynikających z art. 27 i 27 wspomnianego dekretu.
2. Żeby miejscowe władze niezwłocznie wdrożyły energiczne śledztwo celem wykrycia, przez kogo zostały przywłaszczone monety złote. (Podpis nieczytelny)”. 
Wydarzenie miało miejsce w sobotę 11 listopada 1922 roku.
Dochodzenie w sprawie podjął natychmiast – na polecenie Starosty Grójeckiego – Franciszka Gołębia – Komendant Posterunku Policji Państwowej w Mogielnicy – Wiktor Fajge, starszy przodownik PP.
Postępowanie to zakończono w tempie iście błyskawicznym, bowiem już w dniu 14.11.1922  Starosta Grójecki otrzymał komplet dokumentów dochodzenia w sprawie:
„Posterunek Policji Państwowej w Mogielnicy, dn.14.11.1922 nr 1466. Do pana Starosty w Grójcu (z dowodem rzeczowym) Powyższy protokół wraz ze znalezionemi 142 sztukami pieniędzy starożytnych oraz garnczkiem glinianym przesyłam do dyspozycji Pana Starosty. Komendant Posterunku (podpis nieczytelny). 
Załącznik n1 1.
W dniu 3.12.1922 do Starosty wpłynęło kolejne pismo Komendanta Posterunku Policji Państwowej w Mogielnicy:
 „Posterunek Policji Państwowej powiatu Grójeckiego w Mogielnicy. Dnia 3.12.1922 nr 1599. Do Pana Starosty w Grójcu. Na telefoniczne polecenie pana Starosty z dn.1 bm. Przesyłam dodatkowe dochodzenie w sprawie znalezionych monet w osadzie Przybyszew oraz osiem sztuk monet odebranych w czasie rewizji – 7 zał.. Komendant Posterunku – podpis nieczytelny”. 

4.12.1922 roku Starosta Grójecki przekazał materiały owego dochodzenia – wraz z załączonymi dokumentami – pismem nr 15104 -  do Wojewody w Warszawie.
„Starostwo Grójeckie, nr dzien. 15104, Grójec 4.12.1922 . Skarb w Przybyszewie. Do Pana Wojewody w Warszawie. Na reskrypt z 22..11.1922 L.Pr.2162/i/I donoszę co następuje: Dnia 11 listopada br. podczas nasypywania ziemi z góry, do budującej się szosy Przybyszew – Mechanice, w obrębie os. Przybyszew, w odległości 30 kroków od drogi i 50 kroków od rzeczki (własność góry ogółu mieszkańców os. Przybyszew) robotnik Fijałkowski wykopał łopatą garnczek gliniany, w którym pod warstwą ziemi były monety srebrne o zawartości mniej więcej połowy litrowego garnczka.
Współpracujący z Fijałkowskim  robotnicy rzucili się na wykopany skarb i każdy z nich oraz w pobliżu pracujący robotnicy przy torze kolejki Grójeckiej rozchwytali monety. Po otrzymaniu wiadomości o tem w drodze prywatnej poleciłem posterunkowi pp w Mogielnicy odebrać  posiadane monety, z których udało się Policji odebrać 150 szt. Talarów srebrnych z 18 wieku,, które przy niniejszym wraz z garnczkiem załączam. Złote monety, które rzekomo znajdowały się w garnczku w ilości 2 szt. Znajdują się w posiadaniu Edwarda Fijałkowskiego i Wojciecha Sadowskiego, jednak odebrać ich nie zdołano. Protokół dochodzenia również załączam. Starosta. (podpis nieczytelny).” .
Tego dnia – 11.11.1922 uczestnikami owego zdarzenia była brygada robotników - pracujących przy budowie drogi u układaniu szyn kolejowych - w składzie: Wacław Sadowski lat 24 syn Marcina, dozorca robotników, stale zamieszkały w Grójcu przy ul. Wareckiej 3, Edward Fijałkowski lat 20 syn Franciszka, katolik, robotnik zamieszkaly w osadzie Przybyszew,  Sylwester Muszyński lat 40, syn Wojciecha, zamieszkały w Przybyszewie, Wojciech Płaza lat 20, syn Stanisława, katolik, zamieszkały stale w Grójcu przy ul. Lewiczyńskiej 7, Wacław Zegarski lat 20 syn Bolesława, katolik stale zamieszkały w Grójcu przy ul. Ogrodowej 23, Tomasz Zawadzki lat 40 syn Kazimierza, katolik stale zamieszkały w Grójcu przy ul. Wareckiej 3, Stanisław Wasilewski lat 58 syn Jana, katolik, gospodarz  zamieszkały w osadzie Przybyszew, Jan Jastrzębski lat 19, syn Piotra, katolik przy ojcu w osadzie Przybyszew zamieszkały, Piotr Jabłoński lat 31, syn Piotra, katolik, wyrobnik zamieszkały w osadzie Przybyszew, Tadeusz Gut lat 12, syn Adama, katolik, uczeń zamieszkały przy ojcu w osadzie Przybyszew, Michał Łagoda lat 33, syn Mikołaja, kościelny zamieszkały w Przybyszewie,  Stanisław Rosłoniec lat 38 syn Józefa, katolik kowal – gospodarz stale zamieszkały w Przybyszewie, Władysław Jaworski lat 25 syn Jana, robotnik stale zamieszkały w Grójcu  i Antoni Stachowicz lat 30, katolik, robotnik stale zamieszkały w Przybyszewie.
Na polecenie Starosty Grójeckiego – telefoniczne - Komendant Posterunku Policji Państwowej w Mogielnicy - starszy przodownik Wiktor Fayge, wraz z towarzyszącymi mu świadkami: Jankielem Sznajdrem i Kazimierzem Marczyńskim - mieszkańcami Przybyszewa - podjął rewizje w mieszkaniach ww.
Te poprzedzone zostały wizją lokalną, którą w obecności świadków: Edwarda Piątka – sołtysa Przybyszewa i Edwarda Prackiego – ławnika Sądu Pokoju, przeprowadził prowadzący dochodzenie. W wyniku tychże działań, odzyskano poważną część znaleziska: 42 sztuki monet srebrnych od Wacława Sadowskiego, 64 szt. od Wojciecha Płazy, 19 szt. od Wacława Zegarskiego, 4 szt. od Władysława Jaworskiego, 4 szt. od Piotra Jabłońskiego, 5 szt. od Antoniego Stachowicza i 4 szt. od Edwarda Fijałkowskiego.
Rzecz miała się następująco. Brygada owa – pracując przy budowie wspomnianej już drogi - pozyskiwała z pobliskiego pagóra,  stanowiącego lokalną kopalnię żwiru - surowiec na podsypkę pod układny w jezdni bruk.
 Kopiący najwyżej Edward Fijałkowski odkrył gliniany garnek wypełniony – jak mówiono - w części srebrnymi i złotymi monetami.  Nie było możliwości nie ujawniać tego faktu i uczestnicy robót natychmiast – w zależności od sytuacji – podzielili się zawartością owego znaleziska.  Oczywiście pojęcia nie mieli o jego wartości numizmatycznej czy historycznej. Mieli jedynie świadomość pewnej ich wartości, związanej z wartością kruszcu.
Famę o owym wydarzeniu rozprzestrzenili przede wszystkim ci, którym nie udało się uszczknąć owego skarbu. Zawiść i zazdrość, a także brak świadomości społecznej spowodowały, że wieś podzieliła się na zwolenników ukrycia znaleziska i na tych, którzy rzekomo z obywatelskiego obowiązku, zabezpieczyć go chcieli.
Finałem sprawy było podjęte na polecenie Starosty Grójeckiego wyżej omówione dochodzenie. Przyznać trzeba, że jak na owe czasy, przy braku możliwości technicznych i kadrowych, przeprowadzono go sprawnie i...sukces osiągnięto. Znalezisko w poważnym procencie odzyskano.
W poważnym procencie, bo – wzmiankowanych - monet złotych nie odnaleziono. Inna sprawa, że prawie nikt z przesłuchiwanych uczestników nie zeznał, jakoby je widział. Zeznający wypowiadali się, że słyszeli, lub ktoś im o tym  powiedział. W tej części dochodzenia nie było spójności, a i dochodzenie nie miało punktu zaczepienia. Tym bardziej dowodów rzeczowych.Najbardziej podejrzani o zabór owych złotych monet: Edward Fijałkowski i Wojciech Sadowisk, zdołali oczyścić się z zarzutów, bowiem mimo obciążających ich zeznań kolegów, monet owych nie znaleziono.
I na tym też dochodzenie owo zostało zakończone, co potwierdził Starosta Grójecki pismem do Wojewody Warszawskiego, a które to na wstępie zostało w całości przytoczone.
Sprawa ta - dość wówczas głośna – nie jest sensacją ani kryminalną, ani też obyczajową. Przypadków takich jest wiele i zapewne wiele też zdarzać się ich będzie.
Warto w zdarzeniu tym dopatrzyć się pewnej jakby prawidłowości. Zachowania ludzkie zawsze będą nie przewidywalne. Leży to naszej naturze i nie ma co w tym przypadku nad sprawą się rozwodzić.
Najbardziej – moim zdaniem – w tej sprawie istotną jest...organizacja służb publicznych i municypalnych. Obieg dokumentów, racjonalność działań, szybkie podejmowanie decyzji i skuteczność działań, a – przede wszystkim – społeczne podejście do zagadnienia i natychmiastowe działanie, mogłyby być wzorcem dla wielu współczesnych pracowników i działaczy samorządowych.
Całość dochodzenia – o którym mowa wyżej – zamknięto dwoma rozmowami telefonicznymi, oraz dokumentami na 10 kartach papieru, bez zbędnych formularzy, zatwierdzeń i angażowania wielu ludzi.
I to jest dopiero sensacja!
Natomiast zagadką pozostaje to, czy i gdzie znalezisko zostało opisane i zinwentaryzowane, oraz gdzie zbiór ten obecnie się znajduje. Zagadka jest również i to, czy do dziś – mimo upływu 83 lat –  miejsce w którym skarb ów znaleziono, zostało archeologicznie przebadane.
Jak widać Przybyszew nie tylko Madalińskim i ogórkami słynie.