27.05.2017
<< wstecz
 

Andrzej Zygmunt Rola - Stężycki

 
 
 

CZELADNIK MISTRZA FRANCISZKA

   „Usługi kowalskie - Jan Przygoda”- tak brzmiał napis wymalowany na blaszanym szyldzie, który skrzypiąc kołysał się w podmuchach wiatru. Przy trakcie Grójec- Mszczonów, po prawej stronie traktu w miejscowości Pniewy, przycupnął niewielki, stary budyneczek kuźni. Z otwartych mimo zimna, drzwi dochodził łoskot ciężkiego kowalskiego młota i jękliwie mu wtórującego, kowadła. W ciemnym wnętrzu warsztatu, widać było niewyraźne sylwetki mistrza i pomocnika, zręcznie uwijających się przy robocie. Tuż za nimi jarzyło się palenisko podsycane cichutko szemrzącym podmuchem miecha. Ciepłe wnętrze zapraszało do środka, a życzliwe, ciemne od sadzy i polyskujące potem twarze kowali, wyrażały zainteresowanie. Były zapowiedzią miłej pogawędki, do której skory był także sam mistrz Przygoda.
     - Zawodu uczyłem się ponad dwadzieścia lat temu – wspomina - terminowałem wówczas przez trzy lata u Franciszka Stężyckiego, który przed laty prowadził kuźnię na przedmieściach Grójca. Oj, twardą miał rękę mistrz Franciszek, który to był potomkiem znanych grójeckich rzemieślników, od lat związanych z miastem. Zanim jednak rozpocząłem podkuwanie koni i zakładać obręcze na koła- rąbałem drwa na opał i czasem pilnowałem niesfornych synów mistrza. Ci zwykle podkradali mi hufnale, przeznaczając je na groty do strzał od łuku, którymi potem faszerowali okoliczne drzewa i płoty. Byli bowiem w wieku, w którym fantazja przewyższała ich nieprawdopodobne możliwości. Tak więc czasu miałem niewiele i choć mieszkałem w niedalekiej wiosce, do domu przychodziłem raz na tydzień. Pozostałe dni pracowałem od świtu do nocy, a i w niektóre dni wieczorem trzeba było iść do szkoły na zajęcia teoretyczne. Znosić trzeba było wszystko, humory klientów i fanaberie mistrza Franciszka, który jak powiedziałem twardą miał rękę i niekiedy dostawałem w odpowiednie miejsce trzonkiem od młotka, hartując tym samym owe miejsce i charakter.
     Naukę pobierałem  stopniowo, bo mistrz nie od razu pozwolił wziąć młotek do ręki. „To za poważny instrument dla ucznia - mawiał - najpierw, brachu trzeba nauczyć się patrzeć”. Więc patrzyłem. I to zarówno na ręce pana majstra, jak i na ręce klientów, którym wszystko w warsztacie się podobało, a jeszcze bardziej mogło się przydać.
     Dla pogłębienia wiedzy fachowej - życiowej także - majster posyłał mnie czasem do konkurencyjnych warsztatów, niby to po kawałek surowca, lub by coś tam odnieść, ale w rzeczywistości szedłem tam z konkretnym zadaniem: musiałem podpatrzeć jak owi konkurenci pracują, co produkują, jak oraz jaką stosują technologię. Tak pod pozorem nic nie znaczącej wizyty, pobierałem owe fachowe lekcje.
O narzędzia było bardzo trudno i wszystkie wówczas należało wykonać samemu. Za tę pracę i naukę co roku moi rodzice dostarczali mistrzowi różne płody rolne, produkowane w gospodarstwie przez nich prowadzonym. Po trzech latach nauki złożyłem egzamin czeladniczy w Izbie Rzemieślniczej w Warszawie i już jako wyzwolony czeladnik - po przedstawieniu własnoręcznie wykonanego wyrobu, zwanego sztuką, który to świadczyć miał o moim poziomie zawodowym - wkupiłem się do bractwa cechowego w Grójcu, tradycyjnymi wówczas kuflami piwa. Wieloma zresztą. Przyjęto mnie tam jak swego i nawet sam mistrz Franciszek wytrąbił ze mną niejeden kufel, choć przyznać muszę, że wiele lat potem - gdy sam byłem już mistrzem - czułem przed nim wielki respekt. To były wspaniałe lata i jakże interesujące” - zakończył swoją opowieść mistrz Jan Przygoda
     Cech kowalski, do którego należał mistrz Przygoda, jest bardzo starą instytucją i choć obecnie nie istnieje jako samodzielny organ zrzeszający tylko kowali, to przecież skupiając wielu innych przedstawicieli różnych dziś zawodów, pełni tę samą funkcję, nazywając się Cechem Rzemiosł Różnych.
     Grójec jest niewątpliwie najstarszym osiedlem na południowym Mazowszu. Ślady osadnictwa sięgają tu VII wieku p.n.e. a stanowiska archeologiczne potwierdzają tu ciągłość bez przerw aż do chwili obecnej.
     Miasto położone przy ważnych traktach handlowych, było największą jednostką terytorialną (administracyjną) na tym terenie, już w XI wieku. W roku 1419 otrzymało z rąk księcia mazowieckiego Janusza Starszego prawa miejskie chełmińskie, które to bardzo korzystne dla osadników, zapewniały im odpowiednią egzystencję. Przybywali więc tu rzemieślnicy, którzy produkując różne, niezbędne w życiu codziennym wyroby, zapewnili sobie szacunek i uznanie. Tradycje rzemiosła w Grójcu żywe są do dziś, a praca wielu członków wspomnianego już cechu, jest niezbędną dla właściwego funkcjonowania organizmu miasta.
     Przy lokacji miasta szczególne znaczenie miały nadane mu przywileje, gwarantujące dochody z wykonywania rzemiosła oraz handlu. W owych czasach miasto nie posiadało żadnych stałych dochodów. Do rozwoju rzemiosła przyczyniły się także przywileje nadane mu przez królów: Zygmunta I Starego i jego syna Zygmunta II Augusta, którzy potwierdzając poprzednie, wcześniejsze nadania, ustanowili inne, takie jak prawo do targów i jarmarków, na których to rzemieślnicy zbywać mogli swoje wyroby, zapewniając miastu godziwy podatek. Grójec w tym czasie znany był nie tylko z wyrobu doskonałego podobno piwa, które jak oceniali go ówcześni smakosze, znacznie przewyższało smakiem napój produkowany w sąsiedniej Warce. Wyrabiano także znakomite struny do instrumentów, kręcone z kiszek baranich, które to cieszyły się znakomitą opinią znawców. Te ostatnie eksportowano również do wielu krajów. Miasto słynęło z pędzonej tu gorzałki, której to tradycje wyrobu i do dziś są żywe wśród mieszkańców miasta, niestety, znacznie mniejszego dodając mu splendoru.
     Od czasu lokacji miasta główny trzon jego mieszkańców stanowili rzemieślnicy. Zaspokajali oni potrzeby współmieszkańców na swoje produkty, nadwyżki przeznaczając na sprzedaż poza miastem. Organizowali się oni w cechy i bractwa, zrzeszające mistrzów jednego, lub pokrewnych zawodów. W razie potrzeby cechy stanowiły nie tylko zwartą organizację zawodową, strzegącą interesów rzemieślników, ale miały też obowiązek partycypować w obronie grodu i łożenia na rzecz utrzymania stałej gotowości bojowej w razie potrzeby ratowania dobytku w przypadku zagrożenia pożarem, czy też innych klęsk żywiołowych. Oczywistym jest, że cechy nie powstawały jednocześnie. Istniały wobec tego różnice w ich ustrojach, aczkolwiek nieznaczne. Przywileje królewskie nie stwarzały cechu, ale go potwierdzały. Cechy podając swoje statuty do zatwierdzenia królewskiego, wzorowały się na innych, już istniejących. Przytoczyć warto znacznie późniejszy, bo z 1837 roku zapis Cechu Szewców w Grójcu:
     „Roku tysiąc osiemset trzydziestego siódmego, dnia osiemnastego miesiąca października: Dyonizy Kubicki za urzędowania podpisanych jeszcze w R. 1806, dnia 26 kwietnia. Stosownie do prawa i Przywilejów nadanych tako Xsiążąt Mazowieckich iako też J.M.P. Sigismudus Zygmunta Augusta cechowi udzielonych, w którym to czasie czyli roku wyż. Położonym, Państwa Pruskie i Rząd exystował stosownie do powyższych praw w księgę zapisanym został”.
     Cechy były podporą miasta. Poza szewskim w mieście istniały też cechy kuśnierzy, krawców, mieczników, kowali, piekarzy i młynarzy. Cech kowali istniał w Grójcu bardzo krótko i wszelkie sprawy organizacyjne załatwiane były przez przynależność rzemieślników do innych, bratnich zrzeszeń, znajdujących się w sąsiednich miastach. Np. zachował się dokument z zebrania organizacyjnego Zgromadzenia Rzemieślniczego Kowali z roku 1927, które to Zgromadzenie powstało w 1818 roku w sąsiednim Piasecznie. Do tego też cechu należeli również grójeccy kowale.
     Cofnijmy się o kilka wieków. Największym uznaniem cieszyli się rzemieślnicy trudniący się warzeniem piwa (piwo w owych czasach było podstawą codziennego jadłospisu) i kręceniem strun. Niektórzy parający się rzemiosłem zwalniani byli od opłat i mieli znaczne ulgi podatkowe. Związane to było między innymi z ich liczbą. Im było ich mniej, tym większa stosowano ulgę. Na podstawie lustracji z roku 1660, wiadomo było, że szewcy grójeccy, w związku z nieznanym nam przywilejem, zobowiązani byli do: „...by ich było Naywięcej i naymniej według Przywileju swojego płacić powinni co rok 3 grosze...”. Znamiennym jest fakt, że rzemieślnicy ci korzystali z takiego przywileju, kosztem innych mieszczan, którzy za to ponosili znaczne ciężary, płacąc daninę zwaną ospem w wysokości 14 korcy żyta i 14 korcy owsa z każdej włóki, co było niemałym obciążeniem. O tej wartości najlepiej świadczy fakt, że osep grójecki był indywidualnie wymierzany w układzie między Konradem Rudym - księciem mazowieckim - a jego matką, Barbarą w roku 1474. Opłaty te zmniejszane były w części, ale nigdy na stałe.
     Późniejsze czasy w dziejach grójeckiego rzemiosła są mało znane. Zajęcie miasta przez Prusaków po trzecim rozbiorze Polski, połączone jest z wywiezieniem przez nich z grodu wszystkich naczyń i ksiąg cechowych. W chwili obecnej najstarszą księgą cechową grójeckich rzemieślników jest księga cechowa rymarzy, której zapisy sięgają roku 1861. W dokumencie tym od roku 1861 do roku 1915, zapisanych jest 126 wyzwolin uczniów na czeladników.
W latach 1861- 1871 starszym cechu był Józef Dąbrowski, w latach 1873- 1890- Paweł Tobaczyński a wroku 1890, niejaki Krzeczkowski. Do roku 1891 wpisów wyzwolin dokonywano w języku polskim. Warto przytoczyć tu pewien zapis:
     „...Działo się mieści w Grójcu, dnia 24 września 1861 roku. Wiadomym czynim komu o tym wiedzieć należy, iż w dniu dzisiejszym zapisanym na ucznia na Czeladnika proffesyi Rymarskiej, Edward Bruszewski syn Franciszka i Marjanny Małżonków Bruszewskich, lat 28 liczący, który terminował u Józefa Dąbrowskiego a po ukończeniu terminu lat pięć, zrobieniu przepisanej Stuki, za czeladnika uznanym przez ogół majstrów i do niniejszej księgi zapisanym został i przez Urząd podpisany. Opłatę przepisana w ilości kopiejek dziewięćdziesiąt do skrzynki złożono. Starszy: Józef Dąbrowski, podstarszy: Adam Krzeczkowski...”
     Od roku 1891 zapisów w książce dokonywano już w języku rosyjskim, ale dokumenty podpisywano po polsku. Od roku zaś 1899 teksty dokumentów cechowych zapisywane są już w całości w języku rosyjskim.
     Nadane od książąt mazowieckich przywileje i statuty cechowe, prawie zawsze broniły miejscowych rzemieślników przed przybyszami. Tym ostatnim zakazywały one sprzedaży swoich wyrobów na zwykłym placu targowym. Postanowienia takie znaleźć można w książęcym przywileju dla cechu szewców wydanym przez Konrada, Kazimierza, Bolesława i Jana – książąt mazowieckich - z roku 1468. Przywilejow, zachęcał nowo przybyłych, do osiedlenia się w Grójcu, zakazując jednocześnie wykonywania zawodu nie stowarzyszonym w cechu. Chroniąc miewszczan, dopuszczał do sprzedaży wyroby obcych pod warunkiem, że ich wytwórcy staną się członkami cechu. Obcy rzemieślnik miał wówczas prawo sprzedaży swoich wyrobów pod czujną kontrolą miejscowych majstrów, którzy także sprawdzali ich jakość. Organizacja cechowa czuwała również nad kształceniem i przygotowaniem kandydatów do zawodu. Podobny dokument wydal w roku 1524 książę Stanisław. Znalazły się w nim nieco bardziej rygorystyczne sformułowania.
     Piwowarzy grójeccy -  ze względu na tradycje polityczne i bogatą przeszłość - zwalniani byli od ceł na przywożony surowiec, niemniej jednak zapłacili w roku 1537 tzw. czopowe w wysokości 25 florenów i 18 groszy. Księgi poborowe z lat 1540 - 1541 potwierdzają tę samą opłatę. Można więc przypuszczać, że przyjęto tu stałą stawkę produkcyjną i podatkową. Choć w wieku XVI produkcja piwa znacznie wzrosła, stawka nie uległa zmianie, a piwo grójeckie uzyskało znaczną przewagę nad piwem wareckim, stając się bardziej poszukiwanym. Wielkość produkcji mierzono tzw. miarą młyńską, zwłaszcza gdy chodzi o produkcję gorzałki. Tej ostatniej wytwarzano znacznie mniej, ale zważywszy że -  jak wspomniałem - w owych czasach piwo było codzienną strawą, jest to zrozumiałe. W Grójcu palono mniej gorzałki niż w Warce, Piasecznie czy Goszczynie. Nie ma tu Grójec największych tradycji. W tym też okresie daje się zauważyć znaczny wzrost trudności gospodarczych miasta, a co za tym idzie i powolnego upadku miejscowego rzemiosła.
     Przypomnijmy nowsze już nieco czasy. Cech ślusarsko - kowalski w latach 1881- 1912 dokonał 97 wyzwolin uczniów. W latach 1892- 1901 starszym cechu był Leon Komorowski, a w roku 1901 – M. Ritter, w latach 1902- 1908- Władysław Jaroszyński, 1908- 1918- Jan Chodacki, w roku 1918 - Koźniewski. Cech kowalski w latach 1920 - 1929 wyzwolił 182 uczniów. W roku 1918 starszymi cechu był Władysław Galiński, a następnie Władysław Stężycki.
     W roku 1918 na Zarządzie Miejskim zostaje zgłoszony Związek Metalowców, mający wówczas swój siedzibę przy ulicy Lewiczyńskiej nr 2. Zarząd tego Związku stanowili: Stanisław Dutkiewicz, Paczkowski i Władysław Podwysocki (prowadził kuźnię przy ul. Mogielnickiej). Równocześnie powstała Sekcja Rzemieślnicza przy Magistracie Miasta. W jej skład weszli: Feliks Krzeczkowski, Feliks Świderski, Władysław Galiński, Bielawski i Władysłw Kłos. Sekcja ta powstała w roku 1922, mając swoją siedzibę w ratuszu, mieszczącym się przy dzisiejszej ulicy Armii Krajowej. W latach 1922- 1927 działalność tej sekcji ograniczała się tylko do przeprowadzenia egzaminów.
     W tym czasie najliczniej reprezentowany był w niej Cech Rzeźników i Wędliniarzy. Inne cechy - choć istniały - nie wykazywały żadnej działalności. Dominująca rola tego cechu i jego aktywność spowodowała, że powołana we Włocławku w roku 1930 Izba Rzemieślnicza, desygnowała na stanowisko swojego przedstawiciela z terenu grójecczyzny miejscowego rzeźnika, Stanisława Rowińskiego.
     Podczas okupacji hitlerowskiej w Grójcu urzędował pełnomocnik tej Izby i jednocześnie kierownik Biura Cechu. W roku 1942 był nim Holender, Hohensee. W roku 1945 kierownikiem Izby został Stanisław Zieliński, zaś pełnomocnikiem grójeczanin, Władysław Szubiński (budowniczy gmachu grójeckiego Liceum Ogólnokształcącego). W kwietniu 1945 roku powstał Związek Cechów powiatu grójeckiego. Obowiązki pełnomocnika pełnił wówczas Stanisław Lipiński, a potem od sierpnia 1945 roku, ponownie Władysław Szubiński. Od października 1945 do maja 1947 roku, funkcję tę pełnił Witold Bogucki, późniejszy kierownik biura Cechu Rzemiosł Różnych. W tym samym roku  -1947 - powołano Oddział Okręgowego Związku Cechów i trzy cechy powiatowe: krawców, wędliniarzy i szewców - cholewkarzy. Do początku lat siedemdziesiątych funkcję kierownika biura cechu pełnił Henryk Wiśniewski. Sama zaś instytucja Cechu Rzemiosł Różnych istnieje w Grójcu pod tym samym szyldem do dziś i mieści się w lokalu rzemiosła wzniesionym przy ulicy Polskiej Organizacji Wojskowej 4 z donacji rzemeślników.
     Dziś również grójeccy rzemieślnicy cieszą się w mieście i regionie zasłużonym szacunkiem, godnie reprezentując swój historyczny status i tradycję. Nadal produkują i świadczą usługi, których wciąż jest za mało. Wiele pracują na rzecz miasta i niemałe przynoszą mu profity, jak niegdyś, jak zawsze.