27.03.2017
<< wstecz
Andrzej Zygmunt Rola - Stężycki
Choć w większości przypadków bohaterami etosu narodowego są przedstawiciele niegdysiejszego stanu szlacheckiego - owej siły wiodącej w Rzeczypospolitej Szlacheckiej - to historia ojczysta prezentuje nam także wiele wybitnych postaci wywodzących się spoza owych uprzywilejowanych.
            Pomijając już legendarnych: Popiela - którego myszy zjadły, Piasta - który panującą nam wiele lat – i krwawą - dynastię założył, sienkiewiczowskiego watażkę Andrzeja Kmicica, który wysadzając kolumbrynę szwedzką, klasztor jasnogórski ponoc ocalił, czy też Skubę – szewczyka – który Kraków od smoka wybawił, czasy nam bliższe wzmiankują już bardziej historyczne postacie, które stawały się zwiastunami nowych, demokratycznych już czasów.
            Wśród owych niekwestionowanych bohaterów ludowych, prym wiedzie Bartosz Głowacki, który odważnie zatykając krakuską paszczę wrażej armaty rosyjskiej, zakneblował ją skutecznie, czynem tym zasługując na nobilitację. Akt ten – co prawda - życiem przypłacił, ale rzadko przecież jest się żyjącym bohaterem.
            O ile też ów panteon junaków jest dość obszerny w dziejach orężnych Polski, to już trudniej o nich na innych polach walki o równość – czy jak kto woli – sprawiedliwość społeczną. Do polityki, przedstawiciele stanów tzw. niższych, rzadko już trafiali…
            Niewielu też ich było, m.in. Maciej Rataj (1884 – 1940), działacz ruchu ludowego, współtwórca Stronnictwa Ludowego i marszałek Sejmu w latach 1922 – 1928, oraz Wojciech Korfanty (1873 - 1939), działacz polityczny na Śląsku, jeden z przywódców powstań śląskich, w roku 1923 wicepremier. W Grójeckiem najbardziej znanym jest Tomasz Nocznicki - ludowiec, poeta, współzałożyciel „Zarania” i senator Rzeczypospolitej (1862 – 1944).
            Przed frontową fasadą Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Jasieńcu, na okazałym postumencie, widnieje wtopione w piaskowiec spiżowe popiersie Wincentego Witosa.
            Ów żyjący w latach 1874 – 1945 jeden z najwybitniejszych polskich chłopów, ludowiec, społecznik, publicysta i polityk, który sięgnął najwyższych stanowisk w państwie, jest patronem tej znanej w regionie i mającej już wieloletnie tradycje, lokalnej placówki oświatowej.
            Witos jest bezsprzecznie właściwym dla szkoły patronem. Był rzecznikiem interesów chłopskich. Także jednym z założycieli - a później przywódcą - zaś od roku 1919 prezesem Zarządu Głównego PSL „PIAST”, również jednym z przywódców tzw. opozycji antysanacyjnej, współtwórcą „Centrolewu” i czołowym rzecznikiem zjednoczenia ruchu ludowego. Był również posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego (1908 – 1914), później (1911 – 1918) posłem do parlamentu austriackiego i w latach 1919 – 1933 posłem do Sejmu Rzeczypospolitej. Tekę premiera Rządu Obrony Narodowej dzierżył w latach 1921 – 1921. Był także – od roku 1935 prezesem Stronnictwa Ludowego.
            Skazany w tzw. procesie brzeskim, w latach 1933 – 1939 przebywał na emigracji w Czechosłowacji. Po wybuchu II Wojny Światowej więziony przez Niemców do 1941 roku. W roku 1945 powołany został na wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Narodowej. Głosząc hasła tzw. solidaryzmu chłopskiego, wzmógł nastroje opozycyjne na polskiej wsi.
            Wincenty Witos to postać dużego formatu i nie ulega wątpliwości, że szkoła w Jasieńcu kształcąca młodzież w wielu kierunkach rolniczej profesji, ma właściwego patrona. Tak więc i popiersie premiera na właściwym mu jest miejscu.
            Warto jednak w tym miejscu odnieść się do mało znanego epizodu z życia tego polityka, który - jako jeden z wielu w jego trudnym życiu – jest jednak mało znanym fragmentem jego biografii. Mało znany także Grójczanom, choć…właśnie z Grójcem związany.
            Otóż Witos sprzeciwiając się planom marszałka Józefa Piłsudskiego, który po tzw. Przewrocie Majowym miewał niekiedy dość dyktatorskie zapędy, w koalicji z przedstawicielemi stronnictw centrowych i lewicy sejmowej zorganizował antysanacyjną opozycję, broniąc demokracji parlamentarnej w Polsce.
            Opozycję tę tworzyły: Chrześcijańska Demokracja, PSL „PIAST”, Polskie Stronnictwo Ludowe „WYZWOLENIE” i Stronnictwo Chłopskie.W dniu 29.06.1930 roku stronnictwa te zorganizowały w Krakowie Kongres Prawa i Wolności Ludu, wysuwając dwa główne postulaty: ustąpienie rządów dyktatury Józefa Piłsudskiego i utworzenie konstytucyjnego rządu opartego na zafaniu społecznym. Zorganizowane wówczas przez owe partie wiece, spowodowały starcia z policją. Padli zabici i ranni.
            W odpowiedzi Prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki w dniu 29.08.1930 rozwiązał parlament i w nocy z 9 na 10 września tego roku podjęto masowe aresztowania aktywistów opozycyjnych. Aresztowano wówczas ponad 5000 aktywistów. Wśród zatrzymanych byli – posiadający immunitet poselski – Liberman, Barlicki, Pragler, Dubois, Ciołkosz, Putek, Korfanty i…Wincenty Witos.
            Osadzonych w twierdzy brzeskiej, bito, lżono i znęcano się nad nimi moralnie…Czasy były trudne.
            Cóż ma jednak Witos z Grójeckiem? Może wyjaśnienie tej sprawy bardziej jeszcze wzmocni jasieniecki postument pana Premiera, wiążąc go nierozerwalnie z regionem. Historii wszak cofnąc nie można…
            Najbardziej wiarygodnym sprawozdaniem są „Moje wspomnienia” – pamiętniki Wincentego Witosa, które w odniesieniu do owego epizodu zawarł w tomie III tych wspomnień.
„W Grójcu stanęliśmy około godziny pierwszej w nocy. Po raz pierwszy od uwięzienia zgromadzono nas razem. Było to w kancelarii więziennej. Tam stwierdziłem, że przywieziono oprócz mnie Norberta Barlickiego, Karola Popiela, dr Libermana, Aleksandra Dębskiego, Kazimierza Bagińskiego, Stanisława Duboisa, Adolfa Sawickiego. O losach reszty więźniów nie dowiedzieliśmy się nic. Dopiero za parę dni lekarz, który do nas przybył, poinformował mnie o zwolnieniu dr Kiernika, Mastka, dr Pregiera i o losie Korfantego. Wszyscy zebrani więźniowie byli zmęczeni, zbidowani, kilku posiwiałych. Naczelnik więzienia w Grójcu przywitał bardzo uprzejmie dr Libermana, do nas wszystkich odniósł się jak człowiek i jak do ludzi. Tłumaczył się, że nie może nam dać potrzebnych wygód, bo go krępuje regulamin, zrobi jednak, co będzie mógł. Mnie, panów Popiela i Bagińskiego dano co celi bardzo dużej i jasnej. Zajęliśmy tam po raz pierwszy czyste i świeżą słomą zasłane łóżka. Przez cały czas nawszego pobytu tak zarząd jak i służba obchodzili się z nami zupełnie poprawnie, a czasem nawet z dużą grzecznością.
            W dniu 29 listopada przeniesiono mnie do innej, maleńkiej celi. Zanim miałem czas zastanowić się nad tym, wprowadzono do niej także dr Putka. Gubiliśmy się w domysłach, co znaczy ta zmiana mieszkania na gorsze.
            Zaraz po ukończeniu obiadu wezwano mnie do sędziego śledczego. Był nim p. Demant. Przesłuchał mnie krótko na okoliczność zarzutu Podły, następnie oświadczył, że zostanę dziś zwolniony za kaucją 10 000 złotych, która może już jest złożona przez pp. Karpników. Zapytał, gdzie zamierzam się udać po wyjściu zaznaczając, że mnie autem rządowym odwiozą. Przy odejściu wręczył mi nowe postanowienie, które brzmiało: „Postanowienie. Warszawa dnia 27 listopada 1930 r. Sędzia śledczy apelacyjny dla spraw wyjątkowych w Warszawie, Jan Demant, przesłuchawszy dodatkowo oskarżonego Wincentego Witosa i zważywszy, że ze względu na to, iż cały szereg ważniejszych czynności śledczych dotyczących oskarżonego jest już załatwionych, że wobec powyższego przebywanie oskarżonego Witosa nie może wpłynąć ujemnie na dalszy bieg śledztwa – postanowił – na mocy artykułu 173 K.P.K. uchylić swe postanowienie z dnia 23 października 1930 r. i jako nowy środek zapobiegawczy względem oskarżonego Wincentego Witosa wybrał areszt tymczasowy do złożenia kaucji w wysokości 10 000 złotych. Z oryginałem, zgodne. Sędzia śledczy (podpis). Sędzia apelacyjny śledczy. J. Demant”.
            Wieczorem wręczono mi moje rzczy i wyprowadzono na podwórze, gdzie stało już auto policyjne z komisarzem.Poproszono mnie, wsiadłem. Jechaliśmy do Warszawy. Może jakieś trzy kilometry od Grójca zatrzymał nas jakiś pan zapytując się, czy ja się nie znajduję przypadkiem w aucie. Gdy to komisarz potwierdził, oznajmił mu kim jest i że z nim jedzie moja córka, proszą więc, abym się przesiadł do nich. Komisarz odparł: „i owszem”.
            Wyszedłem aby się przywitać z córką i adwokatem dr Szurlejem, gdyż on to jechał po mnie do więzienia grójeckiego. Po drodze dowiedziałem się, że dr Szurlej miał jeszcze sporo kłopotów z sędzią Demantem zanim mu oznajmił, że wydał polecenie zwolnienia mnie z więzienia, mimo, że ja od paru godzin miałem jego wyżej wymienione pismo w kieszeni i że kaucja została przez córkę złożona.
            Dr Szurlej, który tyle pracy i trudów dotąd poniósł dla mnie, zaprosił nas do siebie na kolację. Wraz ze swoją rodziną serdecznie nas ugościł i przenocował. Nie usnąłem jednak ani na chwilę tej nocy. Zaczęły się odzywać na gwałt rozmaite bóle, aczkolwiek w więzieniu czułem się całkiem zdrowy. Rano o godzinie 7 udałem się z córką na dworzec. Do Krakowa przybyliśmy o godzinie 5 wieczorem. Przez całą drogę nie mogłem sobie dać rady, szczególnie z bólem nóg, szczególnie uciążliwym i coraz bardziej się wzmagającym. Na dworcu w Krakowie czekali na mnie pp. Wojciech Marchwicki, prof. Józef Zachara, sekr. Eug. Bielenin i Tad. Lubelski, przez kogoś o moim przyjeździe powiadomieni.
            Po zjedzeniu kolacji pojechałem z p. Marchwickim do Piasków Wielkich by u niego przenocować. Wówczas to spostrzegłem koło jego ogrodu trzech wywiadowców, którzy na motocyklu przyjechali tu za mną. Na drugi dzień przybyłem do lokalu Piasta, gdzie mnie odwiedzoło grono przyjaciół i znajomych, a także Młodzież Ludowa uniwersytecka. Czułem się coraz bardziej osłabiony tak, że z Piasta na ul. Floriańską dowlokłem się z trudem, odpoczywając kilkakrotnie. Gdzie się ruszyłem, wszędzie szpicle chodzili za mną ostentacyjnie depcąc mi po piętach. Denerwowało mnie to w sposób niesłychany, a skończyło się dopiero z chwilą mojego wyjazdu do Zakopanego…”
             W tym samym roku w dniu 16 listopada związane z Centrolewem stronnictwa występując jako Związek Obrony Prawa i Wolności Ludu, uzyskały zbyt mało mandatów i wobec braku przewagi jak i niewielkiego poparcia społecznego Centrolew rozpadł się tuż po wyborach.
            W korespondencji natomiast z wyżej przedstawionymi wydarzeniami, Wincenty Witos i inni oskarżeni przez politycznych przeciwników w tzw, procesie brzeskim, skazani zostali na kary od półtora do trzech lat więzienia. Za oskarżonymi wysyłano list gończy… Wówczas to Witos wybrał los emigranta i wyjechał do Czechosłowacji. Po wybuchu II Wojny Światowej był więziony przez Niemców.
            Po wyzwoleniu – w roku 1945 - został wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Narodowej, ale wkrótce po wyborze, zmarł.
            Pochowano go w rodzinnych Wierzchosławicach pod Tarnowem, gdzie prowadził – z przerwami na działalność polityczną – własne gospodarstwo rolne, dziś – zagroda – stanowiąca mini skansen pod nazwą: „Muzeum - Dom Wincentego Witosa”. Co roku przy grobie Premiera odbywają się „Zaduszki Witosowe” - będące dorocznym spotkaniem ludowców.      
            Może ów grójecki epizod Witosa jest istotnie niewielki i nie wart wzmianki. Może, ale…grójeckie więzienie ma swoją mroczną też historię, skrywającą wiele nieznanych nam tajemnic. Zorganizowane przez władze zaborcze „gościło” w swych murach niejedną osobistość i to sporego formatu, m.in. Makowieckiego – redaktora naczelnego „Gońca” i także naczelnego „Szczutka”, o przeciętnych rzezimieszkach nie wspominając.
            A tak a`propos… grójecki areszt dziś rozbudowany, mieszczący się już w tzw. europejskich standardach dla osadzonych, mimo wszystko jest tylko…aresztem, tłumiącym przecież skrywane ludzkie sprawy. Wśród nich – w nawale spraw przeciętnych i nie wartych wzmianki - należałoby może zebrać w jakiś pitawal owe epizody osadzonych w Grójcu osobistości? Nie każde miasto może gościć tak wysoko postawione persony, w tak reprezentacyjnym przecież obiekcie.
            Niezależnie jednak do tego, jakże frapującym jest pytanie: która z cel grójeckiego aresztu, była…celą Premiera?