26.07.2017
<< wstecz
Andrzej Zygmunt Rola - Stężycki

        Co kilka lat odżywają zwłaszcza wśród grójecczan, żywe od jakiegoś czasu spory dotyczące prostego wydawałoby się i oczywistego faktu. Dlaczego nasz rodak, ów złotousty kaznodzieja, tak gloryfikowany zarówno przez jemu współczesnych jak i potomnych, jak dotąd nie doczekał się nie tylko kanonizacji, ale choćby beatyfikacji?
Pytanie to dręczy wielu zwłaszcza, że od pewnego już czasu postać ta znajduje się w centrum zainteresowania miejscowych (choć nie tylko) notabli. Sam Skarga przeżywa jakby swój renesans, co potwierdzają powoływane spontanicznie różne społeczne komitety budowy pomnika wielkiego ziomka.
Cóż, Skarga wart jest chyba tego renesansu. Nadal w świadomości naszej pozostaje wybitnym kaznodzieją, pisarzem i politykiem, choć przyznać należy, że na działaniach jego od dawna widniały dość wyraziste zarysowania.
Skarga jest postacią rzeczywistą, realną o znanym życiorysie i konkretnej strukturze życiowych przedsięwzięć. Istnieje też legenda Skargi. Legenda mitologizowana od lat. Legenda potwierdzana zauroczeniem potomnych owym politycznym prorokiem, który w okresie Odrodzenia, kiedy to polski humanizm przeżywał okres największej świetności, daleko wybiegał myślą poza otaczającą go rzeczywistość, przewidując jakże tragiczne losy państwa i narodu.. Legenda jakże żywa i dziś jeszcze…
Owszem, na pewno był człowiekiem konsekwentnym, trzeźwo osądzającym rzeczywistość, pracowitym i oddanym sprawie której służył i to bezgranicznie, lojalnym jak mało kto. Te cechy powodowały jednak, że jawił się jako człowiek nie tolerancyjny dla innych postaw religijnych, wzbudzając tym samym niechęć do jego przekonań. Nikt jednak nie może mu zarzucić braku patriotyzmu, poświęcenia dla ojczyzny i bliskich mu ideowo ludzi.
Mimo wykrystalizowanych poglądów i rzeczywistych działań prowadzonych przez wiele lat na konkretnym polu, mimo wielu opracowań naukowych i nie tylko, dotyczących jego osoby i dzieł które po sobie pozostawił, jawi się on jako postać w pewien sposób kontrowersyjna i kto wie, czy owa legenda narosła wokół, nie jest jakby przerośniętą ?
Zdaję sobie sprawę, że burzę kanony i utrwalone już poglądy. Ba, herezje prawię. Mam jednak prawo wypowiadać się subiektywnie, bowiem swoją wiedzę opieram na różnych poglądach i każdą opcję szanować muszę. Skargi przecież osobiście nie znałem…
Przyznaję, że był umysłem daleko wykraczającym poza epokę w której mu żyć przyszło i w jego wielkości zakreślonej konkretnymi ramami, nikt uszczerbić nie jest w stanie, ja również. Swoją opinię na ten temat wypowiedziałem już wcześniej. To jednak, że Skarga powraca na różnorodne łamy i jest nadal postacią interesującą spowodował, że i ja spojrzałem na niego z innego jakby punktu widzenia.
Sam Piotr nie był zbytnio lubiany przez jemu współczesnych. Zarzucano mu plebejskie pochodzenie a zarzuty te nie umilkły nawet po potwierdzeniu jego szlachectwa przez samego króla Zygmunta III Wazę, którego przecież był osobistym i nadwornym kaznodzieją. Podziwiano go i bano się równocześnie. Wynoszono na piedestał i pogardzano nim. Jak każdym któremu się zazdrości, a Skardze zazdroszczono. Nie miał wielu przyjaciół. Zamykał się w kręgu swoich spraw i pracował nad nimi, bo czuł się do tego powołanym. My nie lubimy pracowitych…
Życiorys jego jest powszechnie znany i wielu go już uzupełniało, zawsze znajdując coś nowego, bowiem nauka czyni wielkie postępy. Wśród tych poszukiwań znajdowano Skargę wielkiego, utalentowanego i wyniesionego ponad przeciętność. Rzadko kto postrzegał go jako człowieka ze wszystkimi jego przywarami i kłopotami. A Skarga przecież człowiekiem był…
Jego pracowite życie pełne było spraw wielkich i odpowiedzialnych. Spokoju nie zaznał nigdy, nawet po śmierci…
Dlaczego więc Skarga nie został świętym ?
Nimb świętości otaczał Skargę jeszcze za życia. Wynoszono go na ołtarze a to z szacunku, podziwu, zazdrości czy też strachu wreszcie. Dla większości był sługą bożym a określenie to wobec człowieka żyjącego wówczas, było powszechnym potwierdzeniem uznania go za świętego.
Skarga długo przygotowywał się do zawodu, który wykonywał do późnej starości. Do szesnastego roku życia nauki pobierał w rodzinnym Grójcu a następnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Krakowskim, który to zmagając się z napierającą wówczas reformacją, konsekwentnie tępił wszystkie nowe prądy religijne.
Kilka lat później Skarga prowadził już szkołę kolegiacką przy kościele Św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Następnie przebywał w Wiedniu (1557) a w roku 1564 po powrocie do kraju, otrzymał święcenia kapłańskie. W roku 1567 był już kaznodzieją katedralnym we Lwowie, a w roku 1569 wstąpił do nowicjatu jezuickiego w Rzymie. Formowano go tam równe 12 lat! Dwanaście długich lat kształtował Skarga swój charakter w trudnych latach studiów. To wyzwoliło w nim konsekwencję i niezmienność przekonań. Wiarę w słuszność tego co robi. Po latach napisze o jezuickiej uczelni: „mocne i potrzebne na heretyki żołnierze rodzi i wypuszcza”. Skarga był żołnierzem kontrreformacji. Można zarzucać mu nieustępliwość, brak tolerancji dla innych wyznań i słusznie. Nie można mu zarzucić siły przebicia i patriotyzmu, zdolności politycznego przewidywania.
Po ukończeniu studiów Skarga został profesorem i prorektorem Akademii Jezuickiej w Wilnie. Był już wówczas dość znanym. Przypuszczać należy, że swoje pierwsze kazanie wygłosił on w sejmie Rzeczypospolitej, prawdopodobnie na życzenie grupy senatorów, w dniu 1 maja 1572 roku. Przyniosło mu ono - jak i następne - sławę i miano… Złotoustego.
Od tego się zaczęło! Poczęto go podziwiać i nienawidzić. Zachwycano się nim i potępiano. Nadano mu nawet przydomek „Głównego wichrzyciela Rzeczypospolitej”. Określano go również jako człowieka bezkompromisowego, bezwzględnego, wroga herezji i ślepego w swoim zacietrzewieniu.
I była to prawda! I prawdą było również i to, że był wielkim erudytą, mistrzem retoryki, opiekunem biedoty a ponadto człowiekiem o niezwykle poważnym wpływie na losy państwa. Zwolennikiem silnej władzy królewskiej i…natchnionym wizjonerem. Wspaniale posługiwał się polszczyzną. Emanował siłą wywieraną na słuchaczy. Miał wielki szacunek dla ludzkich cierpień i przeogromną wiarę w sens pracy kapłańskiej i politycznej. Jednocześnie był zwolennikiem reform ustrojowych, dostrzegającym konieczność położenia kresu prywacie i warcholstwu. Przeciwnicy określali go jako; „…potwora w ludzkim ciele, o wróżebnym nazwisku, co podjudzał ludzi, niczym grając na trąbce do ataku…”
Do dziś trwają spory co do oceny jego postaci jak i oceny jego dorobku. Wizję tej postaci ukształtowali w XIX wieku Matejko i Mickiewicz. Na obrazie wielkiego malarza jawi się Skarga jako płomienny mówca przeciwstawny wielmożom i próbujący nimi nadaremnie wstrząsnąć. Oglądający obraz odchodzi od niego pod wrażeniem głębokiego patriotyzmu kaznodziei jak i tragizmu tej postaci. Nic bowiem nie zdoła przekonać magnackich warchołów, którzy wszyscy jak się ich na płótnie widzi, pójdą do końca swoich historycznych przeznaczeń, pociągając za sobą w przepaść dobro pospolite, którego mienili się stróżami.
Ten prawie ze cytat jednego z recenzentów matejkowskiego obrazu „Kazanie Skargi” jest dowodem na zauroczenie kaznodzieją aż po nasze dni.
W dniu 5 kwietnia 1612 roku król Zygmunt III Waza przyjął prośbę 76 letniego już Skargi o zwolnienie go z obowiązków kaznodziei. Długo nosił się on z tym zamiarem, bowiem ostatnie swoje kazanie wygłosił prawie rok przedtem. Cóż, wiek i zdrowie nie pozwalały mu już na takie aktywne życie. Zresztą zawsze był słabego zdrowia. Dożył jednak sędziwego wieku i to w znakomitej kondycji psychicznej. Miał dobrą szkołę życia i stały intelektualny trening.
W dniu 22 Kwietnia 1612 roku Skarga pożegnał króla, senat i dwór wielkanocnym kazaniem i opuścił Warszawę udając się do umiłowanego Krakowa. Po drodze zatrzymał się w rodzinnym Grójcu. Po raz ostatni odwiedzał miejsce swojego urodzenia i miasto dla którego przez całe swoje życie wielki zachował sentyment.
W Krakowie zamieszkał przy kościele Św. Piotra i Pawła. Stawał się coraz bardziej niedołężny. Dni spędzał na modlitwie, naprawie starych ksiąg i sporządzaniu przyborów do pisania dla braci zakonnej. Widać nie umiał żyć bez pracy. Chwytał się więc wszystkiego co potrafiło utrzymać go przy życiu. Kilka dni przed śmiercią przesłał do jasnogórskiego klasztoru wielką świecę woskową. Legenda powiada, że świeca ta zgasła bez powodu w dniu 27 września 1612 roku po nieszporach. Dokładnie wówczas, kiedy w krakowskim domu zakonnym klasztoru Św. Barbary, wydawał ostatnie tchnienie największy kaznodzieja Rzeczypospolitej.
Co było przyczyną jego śmierci? Zapewne starość. Był chory na astmę, stale się przeziębiał i jedynym powodem jego śmierci był uwiąd starczy. Dożył sędziwego wieku jak na owe czasy, bardzo sędziwego…
Na drugi dzień po śmierci zwłoki Skargi wynieśli bracia zakonni na swoich barkach, złożone w prostej, drewnianej trumnie. Konduktowi towarzyszyło wiele osób w tym ponad 100 duchowieństwa, oraz szlachta i przedstawiciele innych wyznań, z których najliczniej reprezentowany był kler grecki.
Skargę pożegnał równy mu prawie kaznodzieja Fabian Birkowski mówiąc: „… oto idzie pod ziemię ozdoba jedyna zakonu tego i Ojczyzny… Godzieneś był dłuższego wieku, nestorze nasz polski…”
Trumnę ze zwłokami Skargi złożono podczas ceremonii pogrzebowych w podziemiach kościoła Św. Piotra i Pawła. Interesujące, że z chwilą jego śmierci zgasła jakby „czarna legenda Skargi”. Zamilkły oskarżenia przeciwko zamachom czynionym przez zmarłego na ograniczenie „złotej wolności” i fanatyzm w walce z innowiercami. Pozostała wizja orędownika reform politycznych i społecznych, wielkiego patrioty i twórcy słynnego nie tylko w Polsce, Bractwa Miłosierdzia.
Podczas każdorazowego otwierania trumny, nawet po latach (takie były zwyczaje) wielu wykorzystując okazję, chwytało za relikwie i wynosili kawałki kości, tkanin, czy części zmurszałego drewna. Jedni z pobożności inni z ciekawości. Nimb świętości narastał…
Grabież szczątków przerwał ojciec Stanisław Bielicki i w 1695 roku za dosłownie wyżebrane pieniądze, zebrał pozostałe szczątki kaznodziei otaczane zresztą coraz większym kultem i przeniósł je do nowej, aczkolwiek małej ołowianej trumienki. Tę zamknął, opasał łańcuchem a klucz do kłódki dał na przechowanie Arcybractwu Miłosierdzia.
Przez wiele lat istniał w Krakowie zwyczaj organizowania raz w roku uroczystości związanych z rocznicą śmierci Skargi. W tym dniu podczas ceremonii żałobnych otwierano trumnę pokazując gawiedzi pozostałe relikwie, utwierdzając tym samym wiarę w świętość „Złotoustego” kaznodziei. Na bocznej ścianie trumny wyryto napis: „Ta trumienka ołowiana obejmuje złotego królów złotoustego, wielebnego sługę bożego, o. Piotra Skargę”. Sługę bożego, bo już wówczas nikt nie miał szans podważyć świętości ojca Piotra.
Dlaczego więc oficjalnie nie kanonizowano Skargi? Jakie są tego przyczyny?
Nie wiadomo już kiedy - przypadek to czy zamysł - obiegła Kraków informacja, że Skargę pochowano za życia. Miało na to wskazywać ułożenie zwłok w trumnie. Trudno dziś dociec, jak naprawdę było i kiedy to „niewłaściwe” ułożenie zwłok zauważono. Być może komuś zależało na tym, aby w to uwierzono.
Informacja przedostała się poza Kraków i… uwierzono!. Poczęto snuć przypuszczenia, że podczas ceremonii pogrzebowych Skarga znajdował się w letargu lub w stanie tzw. śmierci klinicznej. Można by zapytać: czy to takie ważne? Jednak jak się okazuje ważne, bowiem zgodnie z prawem kościelnym śmierć w czasie letargu uniemożliwia wszczęcie procesu beatyfikacyjnego. Prawo kanoniczne wyklucza taką możliwość, ponieważ zachodzi obawa, że kandydat na świętego odzyskawszy świadomość w trumnie, mógł bluźnić Bogu.
Kto nie znał Skargi mógłby go o to posądzać, jednak zasiana plotka, rozdmuchana do granic możliwości, położyła skuteczną tamę zabiegom o uznanie go za świętego. Wielka jest bowiem moc plotki…
Albo więc popełniono makabryczną pomyłkę grzebiąc Skargę za życia, albo też rozbuchana plotka wywołała aferę, skutecznie zresztą zamykającą na czas jakiś jakiekolwiek na ten temat dyskusje.
Cofnijmy się jednak nieco.…
Po kasacji zakonu jezuitów kościół Św. Piotra i Pawła różne miał losy. W roku 1802 okupanci austriaccy wyrzucili z jego podziemi prawie wszystkie trumny i znajdujące się tam kości. Furmankami wywożono je na nowo powstający Cmentarz Rakowicki i grzebano we wspólnej mogile. Po latach, kiedy kościół ponownie odzyskał swoją świetność, w pozostałych niszach grobowych znaleziono 3 trumny. Wśród nich jedna należała do biskupa Trzebickiego, druga zaś do Skargi. W jaki sposób one ocalały? Trudno to wytłumaczyć, bowiem trudno ich było nie zauważyć.…
W roku 1844 trumnę ze szczątkami Skargi ustawiono na kamiennej podstawie, owinięto łańcuchem i klucz do kłódki ponownie znalazł się w posiadaniu Arcybractwa Miłosierdzia. W rok potem ustawiono w pobliżu pomnik grobowy wykonany przez Jana Gallego. W czterdzieści lat później kryptę ponownie uporządkowano.
W dniu 24 września 1912 roku, podczas uroczystości skargowskich, trumna kaznodziei została otwarta. Wyniesiono ją na górę i komisyjnie w obecności biskupa i przedstawicieli duchowieństwa, zbadano jej zawartość. Fotograf Jabłoński wykonał fotografię na której uwiecznił stos kości i pokaźnych rozmiarów czaszkę. Przebadany szkielet pozwolił określić wzrost Skargi jako około średni, zaś czaszka zawierała niegdyś niezwykle dużych rozmiarów mózg. Było to w 300 rocznicę zgonu Skargi.
Ponowne otwarcie trumny nastąpiło w dniu 5 października 1918 roku. Eksperci z dziedziny medycyny sądowej, m.in. Olecki oraz przedstawiciele duchowieństwa i Arcybractwa, spokojnie już i bez ceremonii mogli przebadać resztki szkieletu. Chcieli porównać przedstawiony przez Matejkę na obrazie wizerunek kaznodziei, z autentycznymi szczątkami.
Wiedzieć należy, że Matejko w postaci Skargi umiejscowił siebie, znacznie się tylko postarzając. Szczątki więc przetransportowano do Zakładu Antropologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Stwierdzono nadłamania kości, zapewne dla zdobycia relikwi. Określono również, że wyjątkowo duży mózg musiał ważyć około 1444 gramy. Potwierdzono niewysoki wzrost Skargi i niezbyt dobre zdrowie za życia. Sam kaznodzieja pisał, że był zdrowia nietęgiego, po kilku dniach postu mdlał a długie modlitwy przyprawiały go o ból głowy. Choć cierpiał prawdopodobnie na kamicę nerkową, zdołał się jednak nauczyć i to biegle języka niemieckiego w wieku 70 lat!
Badanie trwało od godz. 10.oo do godz.14.oo. Szczątki Skargi ponownie złożono w trumnie, tę zwyczajowo obwiązano łańcuchem i zamknięto na kłódkę tradycyjnie już przekazując klucz do niej Arcybractwu Miłosierdzia.
Po niespełna 18 latach, w dniu 30 września 1936 roku, przedstawiciele Arcybractwa postanowili zmienić trumnę uszkodzoną od częstego podnoszenia. Pozwolenie wydał sam kardynał Sapieha. Kości Skargi przełożono do nowej, miedzianej trumny. Tę opieczętowano i zabezpieczono. Wówczas to obecny przy tej ceremonii prof. Wahcholtz określił wzrost Skargi na 169 cm.
Od tego czasu nikt już trumny Skargi nie otwierał. Nikt też nie podnosił sprawy wszczęcia procesu beatyfikacyjnego..
Nikt również nie precyzuje (jak dotąd), czy Skarga faktycznie został pochowany w letargu. Wszystkie znane na ten temat przekazy nie mają źródłowego dokumentu i   w s z y s t k i e   opierają się na gdzieś tam, ponoć zasłyszanych informacjach. Istnieje chyba tylko legenda, ta powtarzana przy różnych okazjach, nie wytrzymuje konfrontacji z przekazami źródłowymi. Kto był autorem owej   p l o t k i? Nikt tego nie jest dziś w stanie dociec, zaś domniemania nie są dowodem…
Tajemnica pochówku Skargi jest naprawdę intrygująca, zaś pytanie czy Skargę pochowano za życia, nadal pozostaje pytaniem. Tajemnicy tej nikt jak dotąd nie wyjaśnił…
Skarga miał kilku krewnych, w tym dwóch najbardziej znanych. Pierwszym był siostrzeniec Piotra Sebastian Młotnicki, znany bardziej jako Sebastian Skarga, przyjął on bowiem nazwisko znanego wuja. Urodzony w 1553 roku we wsi Zdzieszki koło Grójca wstąpił do zakonu jezuitów. Potem był profesorem nauk humanistycznych i kaznodzieją w Pułtusku, Lublinie oraz we Lwowie i Krakowie. Był autorem najstarszego intermedium pt. „Klecha, pan, sługa”.
Drugim krewnym Skargi był jego bratanek Jan Skarga, syn Franciszka. Za udział w wojnach z Moskwą otrzymał od króla w nagrodę dzierżawę królewszczyzny w grójeckim. Był on fundatorem jednego z ołtarzy w kościele Św. Mikołaja w Grójcu i jednym z trzech opiekunów fundacji szpitalnej założonej przez słynnego kaznodzieję. Był on ostatnim męskim potomkiem z rodu Skargów Powęskich. Zmarł w 1649 roku.
Zawarłem te wszystkie informacje z zamysłem, jako że ci krewni także związani byli z Grójcem a sam sławny wuj i stryj niemały na nich wpływ wywarł. Obaj byli z nim związani działalnością, obowiązkami i… przede wszystkim pokrewieństwem. Jedno jest tylko smutne. Jan Skarga był ostatnim męskim potomkiem z rodu Skargów…
Nie tylko Kraków organizował obchody ku czci Skargi. W dniu 13 września 1936 roku powołany przez notabli miasta Grójca Komitet Społeczny obchodu Skargowego, zwany Wykonawczym pod przewodnictwem dziekana grójeckiego, ks. kanonika Aleksandra Bujalskiego, zorganizował wielogodzinne obchody 400 letniej rocznicy urodzin wielkiego grójecczanina.
Na miejscowy festyn przybyło około 25 000 ludzi w tym wiele delegacji, m.in. z Warszawy, Krakowa, Radomia i innych miast. Obecni byli dalecy krewni Skargi (po kądzieli) oraz wojewoda warszawski Klukowski, biskup Sonik i delegaci zakonu jezuitów. Impreza trwała od godziny 10.oo do późnego wieczora i zakończono ja przyjęciem u wspomnianego już proboszcza. Wówczas to jeszcze (podobno) istniały pozostałości domku w którym Skarga miał się urodzić. Uroczystość uświetniały występy grójeckiego chóru pod dyrekcją Antoniego Kwiecińskiego, wykonującego pieśni mszalne po polsku, zaś partię solową „Mszy Piotrowińskiej” odśpiewał znakomity artysta Opery Warszawskiej – Jan Sztern (1867 – 1949). Podniosłe kazanie wygłosił ksiądz Nowakowski.
 Wówczas to odsłonięta została pamiątkowa tablica poświęcona wielkiemu rodakowi, zaś przy okazji przemówienie okolicznościowe wygłosił starosta grójecki Felicjan Pawłowski. Uroczystość tę zamknęło przemówienie burmistrza miasta Tadeusza Olszewskiego, wygłoszone w gimnazjum grójeckim im. Piotra Skargi, co upamiętniła wmurowana tam również okolicznościowa tablica.
Od lat trwały w Grójcu boje o upamiętnienie wielkiego rodaka. Kilkakrotnie powoływano różne społeczne komitety budowy pomnika Skargi i… po wielu latach ziściło się to przedsięwzięcie. Spiżowy monument Skargi na przykościelnym cmentarzu, wykonany wg projektu artysty rzeźbiarza Andrzeja Renesa (nomen omen z Krakowa) jakby wyjęty z obrazu Matejki, wzniesionymi rękami chroni bryłę kościoła Św. Mikołaja, jakby po latach przestrogi jezuickiego wieszcza nadal aktualne były… Zwrócony jest ku miejscu swego urodzenia.
Pomnik odlany został w Gliwicach. Odsłonięcia dokonał w dniu 25 sierpnia 1996 roku Prymas Polski Kardynał Józef Glemp. Zbiegło się to z 460 rocznicą urodzenia Skargi, zaś w uroczystościach udział wzięli ówcześni oficjale: Adam Struzik - Marszałek Senatu RP, Zbigniew Potkański - Minister Kultury i Sztuki oraz Bogdan Szyszko - Przewodniczący Rady Warszawy.
Idea wystawienia pomnika Skargi miała wieloletnią tradycję. Inną była walka o nadanie jego imienia Liceum Ogólnokształcącemu i Szkole Podstawowej nr 3 w Grójcu. I te idee doczekały się realizacji. Patronem Liceum został Skarga w dniu 11 kwietnia 1990 roku, zaś Szkoły Podstawowej nr 3, w dniu 11 maja 1991 roku.
Najstarszymi grójeckimi pamiątkami związanymi ze Skargą, były przedtem (istniejące do dziś) tablice kamienne. Jedna umieszczona w północnej ścianie kościoła Św. Mikołaja a wystawiona przez Radę Szczegółową w 1855 roku i kolejna, wmurowana w budynek niegdysiejszego szpitala przy ulicy Księdza
Piotra Skargi. Nazwa tej ulicy jest równie nową jak pomnik, bowiem nadano ją z mocy Uchwały Rady Miasta i Gminy w 1996 roku. Uprzednio nosiła (nomen omen) nazwę: Piotra Skargi.
Uniwersytet Jagielloński zaliczył Skargę do grona swoich dziesięciu najwybitniejszych wychowanków. Grójec, jego rodzinne miasto które mu przez całe życie wytykano; „…lepiej by było, gdyby karmił świnie w rodzinnym Grójcu”, również lokuje go w czołówce swoich najlepszych.
Echa owej nienawiści tkwią do dziś w ironii innych traktujących grójecczan jako ludzi z tzw. głębokiej prowincji. Echa te jakże skutecznie rozpropagował piewca folkloru warszawskiego Stefan Wiechecki „Wiech”.
Z tą grójecką prowincją to oczywista nieprawda. Bliżej nam do Europy niż innym. Inna sprawa, to z której strony bliżej…
Przypomnieć warto jedną z wypowiedzianych przez Skargę sentencji, która mogłaby być mottem dla wielu: „… Zacna to rzecz mieć rozum pełny wiadomością historii, bo historia to mądrość w kupę złożona i rozum ludzi wiela w jedno zebrany. Kto jej nie wie i w niej się nie kocha, jest jak dziecię które ojca i matki nie ma”.
Zmieniają się czasy, zmieniają się ludzie, ustroje, ideologie… Jak dotąd niezmiennym pozostaje pytanie. Czy Skargę pochowano za życia? Siła pomówień, plotek i posądzeń jest wielka. Jak widać, może ona trwać wiecznie…
         Jak umierał Skarga? Jest to doprawdy intrygujące a pytanie to nadal - jak wspomniałem - pozostaje pytaniem, bowiem tajemnicy tej jak dotąd nikt przecież nie wyjaśnił…