27.03.2017
<< wstecz

Andrzej Zygmunt Rola - Stężycki

Nie z tego świata

 

         Historia dziwnie Błędów doświadczała. A to król jakiś w okalającej  go  puszczy przed wiekami zabłądził, z której to tylko dzięki wstawiennictwu ponoć św. Prokopa cały i zdrowy wyszedł. To znów skomplikowanym zbiegiem okoliczności stawidła na miejscowym zalewie puściły, w pył obracając zmyślne urządzenia  królewskiej mennicy.

Tak samo nie udała się lokacja miasta i industrializacja jedynej a uprzemysłowionej wsi w Grójeckiem, a niegdysiejsze huty, tkalnie, browary i z żelazem związane manufaktury zamknięto, lub w inne miejsca przeniesiono.

Nawet licznie osiedli tu cudzoziemcy gdzieś się rozpierzchli, jedynie w aktach metrykalnych kościoła, zboru i synagogi, ślad po sobie zostawiając.

Tropów tych i pozostałości po ludnym niegdyś a różnojęzycznym Błędowie jest wiele. Tkwią one w nazwach wsi okolicznych, m.in.: Huta Błędowska, Rudka, Wilhelmów, czy też w wielu polsko brzmiących nazwiskach, mających swoje korzenie w odległej Szkocji, Anglii czy Holandii, o innych,  rosyjskich, żydowskich, a nawet litewskich nie wspomnę.

Różne zapewne przyczyny ten stan powodowały, ale choć Błędów ma pecha, to od czasu do czasu szczęście też uśmiechało się do niego. A to rozrodziły się wokół dorodne i znane nawet w Europie sady, a to zabłysnął medalem jakiś lokalny sportowiec, zjechali tu na doroczny lokalny PIKNIK W BŁĘDOWSKICH SADACH sympatycy Błędowa z odległych nawet regionów, czy też – mimo wszelkich przeciwności i potwierdzonego pecha – osiadają tu ludzie… światowego formatu.

Choć wiele miast i społeczności dumnymi z tego by było, na piedestał lokalnych – i nie tylko – rankingów ich wznosząc, to w Błędowie patyną jakby zarastają. Mimo prób tych, którzy mają tego świadomość, większość ich działań tonie zalewana niechęcią jakąś i niezrozumiałym oporem.

Organizowane przez nich  różnorodne imprezy kulturalne, na które przyjeżdżają ludzie kultury i sztuki z całego świata, nie pokonują oporu mieszkańców. To, że goście owi są mecenasami kultury, filantropami, ludźmi o wielkiej charyzmie, pozostawiającymi po sobie dzieła wielkiego formatu - o nieprzemijającej wartości - nie ma – jak widać – znaczenia, bo… skoro Błędów jabłkami stoi, to nikt i nic z owocami tymi konkurować nie powinno.

I nie dociera zapewne do wielu to, że wcale nie o konkurencję tu idzie, ale o prezentację Błędowa w każdym wymiarze, także kulturalnym.

Smutny ten fakt potęguje jeszcze i to, że uznane i na dobrym poziomie lokowane w okolicy szkoły, nie podejmują z nimi kontaktów. Nie organizują spotkań i zapewne niewiele o nich i ich dokonaniach wiedzą. Nie będą też wiedzieć o tym i ci, którzy w tych szkołach naukę pobierają.

Dlaczego tak jest?

Ano zapewne dlatego, że ci, którzy z sympatii dla Błędowa tu osiedli i dla niego pracują, nie są – w rozumieniu innych – Błędowianami!

A którzy z mieszkańców są? Czy w Błędowie mieszka choć jeden historyczny Błędowski? Większość mieszkańców to osiadli tu w różnych okresach i okolicznościach przybysze z zewnątrz. Z odległych niekiedy regionów i… krajów. Autochtonów na palcach by liczyć.

Można wywieść genealogię każdej rodziny. Oj, jakże by zdziwili się Błędowianie, gdyby uświadomili sobie swoje korzenie i w nie tak znów bardzo odległej przeszłości. Wielu też – opierając się na dotychczasowych przekonaniach i wierze w rodzinne przekazy – zwątpić by musiało w to, w co dotychczas wierzyli.

Prawda bowiem jest taka, że każdy osiadły w Błędowie jest swój, jest Błędowianinem. Każdy też pracuje na wizerunek Błędowa i bez względu na okres, w którym w Błędowie zamieszkał.

Interesujący jest sposób myślenia mieszkańców uważających, że Błędowianin otrzymujący np. obywatelstwo w USA jest Amerykaninem, zaś zameldowany w Błędowie przybysz nie, bo zgodnie z obyczajem jest …„świeżo nabyty”.

Nie tylko więc jabłkami Błędów stoi.

W zaciszu i sielskości owych sadów, tworzą się jakieś niewidoczne z zewnątrz i niezrozumiałe animozje.

O co więc chodzi?

Po zakończeniu II Wojny Światowej, szkołę podstawową w Wilkowie zlokalizowano w znacjonalizowanym pałacu Grobickich.

Ten piękny, klasycystyczny budynek – wzniesiony w latach 1899 – 1901 wg proj. Józefa Hussa - pełniąc swoją funkcję, był równocześnie wizytówką i architektoniczną perłą wsi. Eksploatowany długo, z rzadka poddawany remontom, nie spełniając norm bezpieczeństwa, został przez szkołę opuszczony.[8]

Niszczał więc budynek, dewastowano okalający go park i…  go gmina, niemały z nim problem miała. Brak środków na renowację szacownego zabytku, jak i pomysłu na  jego zagospodarowanie, skazywały w zasadzie go na powolną zagładę. 

Któregoś dnia w roku 1999 pojawił się w gminie starszy, wysoki i dystyngowany mężczyzna. Po pewnym czasie i niezbędnych formalnościach, gruchnęła po okolicy wieść.

Fangor dziedzicem!

Fangor… co za niespotykane nazwisko? Dziwne jakieś, jakby nie polskie. Powiadali nawet, że żaden to sadownik a – tfu na psa urok! – artysta jakiś, rzeźbiarz, czy malarz, ot… jakieś indywiduum, zmanierowane amerykańskimi ponoć fanaberiami. I….on dziedzicem?

A dlaczego nie?

Pałac w Wilkowie długo szukał mecenasa. Kupić mógł go każdy, tym bardziej Błędowianin. Jakoś trudno było miejscowym uszczknąć kapinkę grosza z sakiewki i zapewne woleliby ów zabytek w ruinie widzieć, ale nie w posiadaniu tego tam…Fangora.

Fangor… nazwisko jak nazwisko. Jego etymologia niczym się tak znów nie wyróżnia. Jest tylko… niezrozumiała dla wielu i ta niewiedza powoduje różne a karkołomne domniemania, krzywdzące oczywiście.

Etymologicznie miano to wywodzi się od niemieckiej nazwy osobowej, czyli imienia: Fenger. Ta zaś idzie od apelatywu: Fänger – oznaczającego… łowcę. Jest więc nazwiskiem odimiennym.

No i co w tym nazwisku dziwnego? Wszystkie nazwiska od kogoś/czegoś pochodzą. Fangor w języku polskim brzmiałoby Łowca, Łowiecki, Łowczyński, itp. Tak samo odimiennym  jest idące od imienia Maciej, nazwisko Maciejewski, Maciejowski czy Maciejczyk.

Nazwiska zupełnie normalne,  ale…wielu się zastanawia. Choćby dlatego, że jakiś tam „świeżo nabyty” dziedzicem chce być. I nie przemawia do nich to, że Fangor  Wilków Polsce przybliżył, Błędów rozreklamował i na mapę kulturalną świata wpisał, że pałac tchnie historią, świeżością, blasku Wilkowowi i splendoru dodając, że o Błędowie nie wspomnę.

Wyziera tu gdzieś jakaś ukryta, niezrozumiała i chyba już w podświadomości kultywowana, tak bliska polskiej mentalności zazdrość i zawiść, podparta nutką  narodowej megalomanii.

Nie będzie bowiem Niemiec - czy może Żyd jakiś - pluć nam w twarz.  Oj, gdyby tak większości Błędowian w metryki zajrzeć, długo szukałby miejscowy proboszcz swoich parafian, ale…takie słowa padały.

Fangor z wielkim trudem i poważnym nakładem kosztów restaurował wilkowski pałac, początkowo mieszkając w wynajętym w centrum Błędowa lokalu, ale... niebawem skrzył już bielą świeżego tynku budynek wilkowskiego pałacu, okolony wspaniałym parkiem, przeglądającym się w błyszczących taflach nowych okien. W pokojach i zagospodarowanym strychu, lśniły feerią barw obrazy i rzeźby rozmaite, wykonane w niekiedy orientalnej i wielce egzotycznej manierze.

Wojciech Fangor – artysta malarz i rzeźbiarz - urodził się 15 listopada 1922 roku w Warszawie. Ukończył zaocznie Akademię Sztuk Pięknych w stolicy - w latach 1953 – 1961 był tam docentem - po uprzednich studiach artystycznych u Felicjana Szczęsnego Kowarskiego i Tadeusza Pruszkowskiego.

W roku 1961 emigrował, osiadając w okresie 1964 – 1965 w Berlinie Zachodnim. Dwa kolejne lata spędził w Anglii, a w roku 1966 zamieszkał w Stanach Zjednoczonych. W czasie pobytu za granicą, wykładał na wielu uczelniach artystycznych. Do kraju powrócił w 1999 roku.

Jest jednym z najbardziej wybitnych i najważniejszych artystów sztuki polskiej XX wieku. Także współtwórcą tzw. polskiej szkoły plakatu i inicjatorem sztuki w przestrzeni publicznej, jedynym Polakiem któremu nowojorskie Muzeum Guggenheima zorganizowało wystawę indywidualną. Jest bowiem artystą wszechstronnym. Jego sztuka obejmuje wiele dziedzin: malarstwo, rzeźbę, architekturę scenografię i instalacje przestrzenne. Tworzył ogromne dekoracje Warszawy - wraz z Henrykiem Tomaszewskim – z okazji Światowego Festiwalu Młodzieży w 1955 roku. Wykonał wiele projektów przestrzennych w Warszawie, Brukseli, Paryżu i Nowym Jorku. Idee przestrzenne  rozwinął w czasie wystawy zorganizowanej w roku 2005 w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku koło Radomia.

W latach 60 – 70 XX wieku tworzył obrazy stanowiące oryginalny wkład do tzw. minimal artu i pop – artu i wielkie scenografie teatralne, m.in. w Nowym Jorku. Dotykał w swoim rozwoju artystycznym dorobku polskiej secesji i powojennego socrealizmu.

W roku 2007 podjął prace nad przestrzennym projektem II linii metra w Warszawie, który to m.in. został zaprezentowany na wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie, a zorganizowanej z okazji 90 rocznicy urodzin Artysty i 75 - lecia pracy artystycznej w roku 2013.

Jest uznanym światowym artystą wielkiego formatu, laureatem wielu prestiżowych nagród. Odznaczony Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis – 2008 i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski – 2011.

I taki to człowiek związał się z Błędowem. Gwoli prawdy dodać trzeba, że zamieszkał w Błędowie wraz z żoną – też światowej sławy malarką – Magdaleną Shummer, której dorobek autorski jest równie bogaty.

Czas mijał,  będący w podeszłym już wieku Artysta nie radził sobie z utrzymaniem pałacu. Sprzedał go więc kolejnemu mecenasowi, a sam  zainteresował się budynkiem starego, opuszczonego dawno młyna w Błędowie. Podjął odbudowę kolejnego  zabytku, z korzyścią nie tylko dla siebie. Błędów bowiem wzbogacił się o kolejny pięknie odrestaurowany zabytek.

Nie ma chyba jednak Fangor szczęścia, choć  – jak sam powiada – dobrze mu tu, w Błędowie.

W roku 2013  sympatyk Artysty – mieszkający w Błędowie – też „świeżo nabyty” artysta fotografik  - członek Związku Polskich Artystów Fotografików – Bogdan Sarwiński, podjął inicjatywę zorganizowania uroczystości związanych z 90 – leciem urodzin Fangora i 75 - leciem jego twórczości. Powołał więc Komitet Organizacyjny, w którym honorowymi  członkami zostali znani w Polsce i nie tylko ludzie kultury w szerokim znaczeniu tego słowa, także były prezydent Rzeczypospolitej – Aleksander Kwaśniewski, miejscowi i powiatowi notable, oraz  reprezentujący region parlamentarzyści.

W maju 2013 roku, w egzotycznej scenerii błędowskiego parku podworskiego Stankiewiczów, w trakcie imprezy pn.: FANGORIADA przygotowanej przez Stowarzyszenie Kultury i Dziedzictwa Lokalnego ZŁOTA JABŁOŃ, w dworze PAN TADEUSZ – Gospodarstwie Agroturystycznym Ewy i Tadeusza Kowalskich AGROSTAWY w Błędowie, organizatorzy i zgromadzeni licznie goście podjęli Jubilata, który przyjmując życzenia otrzymał w prezencie wydany okolicznościowo wspaniały album fotograficzny, zawierający fotografie składające się na artystyczny biogram Artysty, autorstwa Bogdana Sarwińskiego pt.: FANGORMAGORIE. Dzieło to wzbogaciło nie tylko polską literaturę biograficzną, ale i Grójecczana. Poza tym jest o Fangorze i…unikatowe.

Sarwiński napisał we wstępie: Jestem wdzięczny losowi, że w 2005 roku poznałem Wojciecha Fangora i że udało mi się do Niego zbliżyć, a może nawet trochę zaprzyjaźnić. Dla mnie On nie jest z tego świata. Może przybył z Kosmosu? Jestem nim zafascynowany jako Artystą i jako Człowiekiem.

Impreza ta była wielką lokalną galą, na którą przybyło mnóstwo ludzi z odległych nawet regionów. Uczestniczyli oczywiście przedstawiciele władz gminy, ale – mimo rozreklamowanej akcji i zaproszeń -  mieszkańców było niewielu.

Pech jakiś czy co?

 Konia z rzędem… – jak powiadają, kto tę tajemnicę rozwiąże?

I choć Fangor wielkim jest i wielkim pozostanie na wieki, długo zapewne najmniej o nim wiedzieć będą tam …gdzie mieszka. Tak samo jak w Mogielnicy o Strynkiewiczu, w Goszczynie o Drewnowskim, czy w Belsku o Kozietulskim i innych.

Przytoczę więc tu cytowaną w FANGORMAGORIACH moją wypowiedź:

Błędowianie powinni być dumni z Fangora i jego dokonań, Sarwińskiemu dziękować, że o Fangorze napisał, zaś obydwu wdzięczni za to, że… są w Błędowie. Rzadkim jest tak wielki duet w tak niewielkiej społeczności. I choć team to mały, posadowił Błędów w orbicie cywilizacyjnej sztuki Zachodu, na światowym poziomie.

Aż chciałoby się powiedzieć, parafrazując Mikołaja Reja:

Niechaj narodowie wżdy postronni znają