18.11.2017
<< wstecz

 

Duchy Wilczogóry - część I

Andrzej Zygmunt Rola - Stężycki

            Wytrzeszczone na wschód i ku południu puste, z resztkami pobitych szyb okna wilczogórskiego dworu, wyzierały w niemej rozpaczy ku owej bezkresnej dali, jakby ratunku szukając w tym co nieznane, bo …swoi już zapomnieli. Wznoszący się na jednym z kilku wzgórz we wsi dwór, jest jednym z najbardziej tajemniczych obiektów w okolicy. Od lat bowiem emanuje jakimś niepokojem, niezbornością barwy i jakimś przerażającym kontrastem. Wyzierając bowiem czerwienią pozbawionych tynku cegieł i blaskiem resztek cynkowanej blachy na dachu, spośród morza zieleni sadów wdziera się w świadomość kosmicznym jakby rezonansem, bo…tego być nie powinno, czegoś takiego nie ma. Co za skojarzenie…Dwór nieprawdopodobnym zapewne łutem szczęścia obdarzony, ostał się mimo wszelkich przeciwności i nadgryzania zębem czasu. Kto wie, może owo rozpaczliwe wzywanie pomocy, możliwe jest dzięki zamieszkującym dwór ów wszelkim związanym z Wilczogórą duchom przeszłości, których tu nie brakuje. Mieszkańcy wiedzą o nich i niczemu się nie dziwią, przywykli. Przywykli, bo…dobrze się mają, ale dworskie duchy nijak w tej nowej rzeczywistości znaleźć się nie mogą. No bo kto dziś o duchach prawi? Kto ich przywołuje i kogo straszyć mogą? Nawet jeśliby wszystkie się zebrały i w noc burzliwą  w odrzwiach dworu zajarzyły, nie zatrzymałyby nawet małolata, który w smartfon wpatrzony, nie takie dziwy ogląda.Cóż, zmieniają się czasy, zmieniają ludzie. Umiera i dwór czarujący, a wraz z nim i owe duchy. Kto jednak wie, że gdyby tak z nimi pomówić, wyciągnąć na wspomnienia, może by i wilczogórski dwór krasą   zajaśniał?Kto wie jaką moc one duchy mają? Pewnym jest jednak to, że warto by ów dyskurs podjąć choćby  po to, aby znów na wilczogórskim, przydrożnym pagórze dumnie jaśniały kryształowe szyby, tulące się wśród bielejących nowym tynkiem boniowanych naroży odrestaurowanego dworu. Także po to, aby ci z Wilczogóry mieli świadomość historyczności swojej wsi i jej w tej historii posadowieniu.A że Wilczogóra ma swoje historyczne tajemnice, wiedzą jedynie  nieliczni. Duchy jednak niekiedy ich rąbków uchylają…Najwcześniejsze informacje o wsi pochodzą z roku 1453 – Wilczagora, 1576 – Wilcza Gora, 1827 - Wilcza góra, 1893 – Wilcza Góra i od 1952 roku – Wilczogóra.Do roku 1779 wieś przynależała do parafii Worów. Regestry podatkowe z roku 1576 informują, że Wilczogóra zajmowała w owym czasie obszar 4 i pół łana. W 1827 roku wieś liczyła 19 domów, zamieszkanych przez 170 mieszkańców, a w 1870 istniała we wsi duża gorzelnia o dość znacznej produkcji. Dobra dworskie w roku 1885 obejmowały obszar 742 morgów, z czego 634 stanowiły grunty orne i ogrody,  łąki i pastwiska – 63 morgi i lasy  - morgów 20. W roku 1893 wieś wraz z folwarkiem – był tam też wiatrak - zamieszkiwało 237 mieszkańców i tym samym była ona w tym czasie jedną z najludniejszych w okolicy. Spośród licznych niegdyś nazw fizjograficznych części wsi, do dziś przetrwały zaledwie dwie, używane jeszcze w nazewnictwie administracyjnym: Adamówka i Ottonówka. Ta ostatnia odnosząca się zapewne do Stefana Bolesława Otto, od roku 1909 dzierżącego lokalne dobra dziedzica. Wieś jest gniazdem rodowym rodziny Wilczogórskich h. Roch II, wzmiankowanej tu w roku 1563.  To duch pierwszy…Zresztą przypatrzmy się tym duchom, bowiem były to znane i wielce głośne postacie. Znane, ale…prawie nigdy i przez nikogo nie utożsamiane z Grójeckiem.W roku 1564 dobra wilczogórskie przejął Piotr Belski herbu Przerowa, a ponad wiek później, bo w roku 1674, władali nimi w częściach Ogrodzieńscy herbu Prus I i Izbińscy herbu Poraj, po których to znalazły się w administracji Kościoła. W latach trzydziestych XIX wieku założono tu folwark, kiedy dobra te wraz z innymi w regionie – w tym Wilczorudą i Byczyną - były własnością Edwarda Dembowskiego – „Czerwonego Kasztelanica” – syna Leona i Julianny Kochanowskiej, dziedziczącego te włości po dziadku. Dobra te posiadała na początku XIX wieku Justyna ze Święcickich Kochanowska, wraz z mężem Michałem (1757 – 1832) posłem na Sejm Czteroletni, senatorem kasztelanem i wojewodą Królestwa Polskiego, którzy też przekazali je jako posag córce Juliannie Dembowskiej. Ta w roku 1819 odsprzedała majątek swojemu ojcu, po którym w roku 1832 odziedziczył go Edward Dembowski (1822 – 1846) syn Julianny, oraz wnukowie Michała – rodzeństwo: Laura i Henryk Kamieńscy (dzieci Franciszki Kochanowskiej). Kilku z wyżej tu wymienionych zasługuje na uwagę, a to dlatego, że  na trwale zapisali się w dziejach Polski. Nikt by nawet nie przypuszczał, że były to naprawdę nietuzinkowe postacie, o których głośno było przy okazji  różnych historycznych wydarzeń w skali Polski, co spowodowało, że weszli oni do szkolnych programów historycznych.
        Pierwszy ze wspomnianych, Michał Ambroży Józef Korwin - Kochanowski żyjący w latach 1757 - 1832 urodził się w Sandomierzu jako syn Franciszka podwojewodziego radomskiego i Róży Jasieńczyk - Kowalskiej. W latach 1767 - 1755 był uczniem Warszawskiej Szkoły Rycerskiej, gdzie wsławił się tym, iż w porywie młodzieńczego patriotyzmu porwał się z zamiarem zasztyletowania księcia Adama Ponińskiego sprawcy, m.in. pierwszego rozbioru Polski. Do samosądu nie doszło, bowiem krewkiego młodzieńca zatrzymano już w bramie Pałacu Kazimierzowskiego (dziś siedziba Uniwersytetu Warszawskiego) i aresztowano, dzięki donosowi jakiegoś „bardziej lojalnego”. W  ten sposób jeden z  największych nikczemników i sprzedawczyków XVIII wiecznej Polski ocalał i niestety szkodził dalej.To oczywiście nie rozgrzesza nieprawnego zamiaru bohatera, mimo to czyn ten przeszedł do historii, glorii dodając młodzianowi, w nimbie której kroczył przez całe swoje późniejsze życie, a którego przyznać trzeba, nie zhańbił. Był człowiekiem niezwykle aktywnym i wielce patriotycznym. jako oficer (kapitan) korpusu inżynierów, był członkiem komisji wytyczającej w latach 1774 - 1782, nową granicę z Prusami a w latach 1780 - 1785 granicę z Rosją. Był posłem Ziemi sandomierskiej na sejmie Czteroletnim, gdzie m.in. był zwolennikiem i współtwórcą postulatu zakładającego likwidację Rady Nieustającej. Był niezwykle odważnym politycznie, bowiem publicznie zarzucał rosyjskim ambasadorom ich wszechwładzę. Potrafił  wytknąć innym posłom ich nadmierne gadulstwo i brak sensownych działań politycznych. Jako zwolennik Konstytucji 3 Maja popierał reformę miast i postulował jasne określenie ich statusu, w tym również mieszkańców, na dowód czego sam przyjął prawa miejskie. W czasie  Insurekcji Kościuszkowskiej wszedł w skład Rady Zastępczej Tymczasowej a potem Rady Najwyższej Narodowej. Stale czynny politycznie został potem ministrem spraw wewnętrznych we władzach Księstwa Warszawskiego, zaś w Królestwie Polskim został senatorem, później mianowany kasztelanem, by następnie posiąść godność wojewody. Cieszył się wielką estymą i miał opinię jednego z bardziej liberalnych senatorów. Był za to przeciwnikiem wszelkiego radykalizmu i terroru politycznego. Rosjanie prześladowali go namiętnie, choć im zawsze zręcznie umykał, stosując różne kruczki dyplomatyczne. Był także znanym masonem. Mimo iż nie był zwolennikiem Powstania Listopadowego, podpisał jednak ów słynny akt detronizacji cara Mikołaja I, po czym zmarł, jak to określili: „…w samą porę” nocą z 17 na 18 lutego 1832 roku w Warszawie, kończąc tym samym zamiar ewentualnych represji ze strony Rosjan. Pochowano go w katakumbach Klementyny Walickiej na cmentarzu parafialnym w Belsku Dużym pod Grójcem. Michał Ambroży Józef Korwin - Kochanowski był dwukrotnie żonatym. Pierwszą żoną była poślubiona w 1785 roku córka bogatego warszawskiego aptekarza, Józefa Wasilewska, która wniosła mu w posagu 100.000 złotych polskich. Zmarła po niespełna czterech latach małżeństwa w 1789 roku. Wkrótce po tym Michał Kochanowski ożenił się ponownie, tym razem z Justyną Święcicką (ur. 11.07.1789 Belsk). Ta była wychowanką słynnej Izabeli z Flemingów Czartoryskiej z Puław i wraz z nią właśnie, zaistniał Kochanowski w historii Wilczogóry, którą to mu nowa żona wniosła w posagu.Wieś z kolei przeszła w ręce Julianny zamężnej Dembowskiej, która odziedziczyła ją po matce, by następnie odsprzedać ją ojcu, o czym już wcześniej była mowa.
     Drugą ważną osobistością związaną z Wilczogórą był Henryk Michał Kamieński, również wielki patriota i człowiek intelektu. Był filozofem i teoretykiem rewolucji społecznej. Wiele publikował, nie tylko w kraju. Używał pseudonimów: Filaret Prawdowski, Szymon Gadulski i XYZ. Urodził się w dniu 24 lutego 1813 roku w Warszawie, jako syn Henryka Ignacego Kamieńskiego i jego żony Franciszki, córki wspomnianego wyżej Michała Korwin - Kochanowskiego, a tym samym siostry Justyny Dembowskiej. Matka jego Franciszka, była utalentowaną pianistką wiele koncertującą, co powodowało, że ich dom rodzinny był odwiedzało mnóstwo wybitnych ludzi epoki. Henryk był uczestnikiem Powstania Listopadowego i zwolennikiem przemian społecznych. Gospodarząc w swoim wzorowo prowadzonym majątku Ruda w powiecie chełmskim, wiele pisał. Jako pierwszy w środowisku ziemiańskim postawił wniosek o likwidację pańszczyzny, co zamieścił w wydanej przez siebie rozprawie pt. „Uwagi nad stanem włościan i produkcji krajowej”, co opublikowała „Biblioteka Warszawska”.  Pańszczyznę traktował jako najbardziej nieekonomiczny system gospodarowania. W roku 1844 wydał swoje najpoważniejsze dzieło pt. „O prawdach żywotnych narodu polskiego”, które opublikowane zostało w Brukseli pod pseudonimem Filaret Prawdowski. Kamieński w dziele tym zakładał i uzasadniał koncepcję rewolucji społecznej pod warunkiem, że wezmą w niej udział zarówno chłopi jak i szlachta. Było to dzieło naprawdę w owych czasach rewolucyjne.Za swoją działalność i szerzenie poglądów został Kamieński zesłany przez rosyjski aparat władzy do Wiatki na Syberii, gdzie spędził ponad trzy i pół roku. Po powrocie, na przekór innym, oczynszował chłopów w swoich dobrach. Resztę życia spędził w Szwajcarii i w Algierze, gdzie zmarł w dniu 14 stycznia 1866 roku. Był on przez kilka lat współwłaścicielem Wilczogóry wraz z ciotecznym swoim bratem Edwardem Dembowskim.Ten ostatni jest bodaj że najbardziej znaną postacią historyczną, której działania, sens postępowania i życiowe motto do dziś zastanawiają. Ta wielce interesująca postać i jakże tajemnicza, również związana jest z Wilczogórą i choć brak jest konkretnych dowodów na to, iż bywał we wsi (choć był jej współwłaścicielem), to jego działalność zmuszająca go do życia w konspiracji  nie tylko nie wyklucza, a wręcz wskazuje na to, że właśnie Wilczogóra była jednym z wielu miejsc z których Dembowski korzystał, przemykając się po kraju jako emisariusz sprawy wolnościowej.
     Edward Dembowski urodził się w dniu 25 kwietnia 1822 roku w Warszawie jako syn Leona i Julii z Korwin - Kochanowskich, córki Michała. Ten niezwykle uzdolniony człowiek zadziwiał wszechstronnością zainteresowań i znacznie wyprzedzał epokę w której przyszło mu żyć. Jako filozof był zwolennikiem Hegla i wybitnym działaczem społecznym oraz czołowym reprezentantem polskiej myśli rewolucyjno - demokratycznej. Już za życia owiany legendą ze względu na swoje dość radykalne poglądy, został nazwany „czerwonym kasztelanicem”. Był również krytykiem literackim i publicystą oraz autorem rozpraw filozoficznych w których podkreślał rolę mas ludzkich w dziejach. Od roku 1843 pozostawał w konspiracji działając przede wszystkim w poznańskim i w Galicji, gdzie stał się jednym z najbardziej radykalnych przywódców Powstania Krakowskiego w 1846 roku. Warto więc nieco prześledzić losy tego naprawdę interesującego człowieka i losy jego najbliższych. Aby zaś przybliżyć tę postać, warto również wspomnieć nieco o jego ojcu Leonie Dembowskim. Ten zresztą zasługuje na odrębną zupełnie opowieść, o czym dalej. Powracając zaś do Edwarda, zawarł on w roku 1831 związek małżeński z Anielą Chłędowski, urodzoną w dniu 17.11.1824 we Lwowie. Stanowili z żoną  – wbrew wcześniejszym przewidywaniom – znakomity team. Oboje wielce radykalni i rewolucyjni, całe swoje życie poświęcili walce o odzyskanie niepodległości. Edward był wiecznym emisariuszem tułaczem, podróżującym po kraju – i nie tylko – w ścisłej konspiracji. Przez lata udawało mu się uniknąć aresztowania i  był wrogiem publicznym nr 1 ówczesnych zaborców. Ten wielce ideowy rewolucjonista już za życia stał się legendą.  Wieści o nim – zupełnie nieprawdopodobne – obiegały kraj, dezorientując  policję, tym samym ułatwiając misyjne podróże Dembowskiego.Miało to oczywiście wielce negatywny wpływ na jego życie rodzinne, ale Aniela – równie radykalna – żyła tą samą ideą. Wiele publikowała, podejmowała różnorodną działalność publiczną, w której cieniu przemycała  rewolucyjną ideologię wszędzie tam, gdzie było to niezbędne. Jej życie to pasmo wielkiej pracy, ciągłych obaw o rodzinę i męża, oraz nielicznych z nim spotkań. Wiązało ich wielkie uczucie i wspólny, społeczny cel. Biogram Edwarda jest jednym wielkim opisem ciągnącej się przez lata ucieczki przez rozległe obszary zniewolonej ojczyzny, stałych podejrzeń, niepewności i wielkiej ideologicznej charyzmy. Także wielu spotkań, wykładów i inspiracji wolnościowych. Niewątpliwie, skutkiem jego działalności była stale podsycana w społeczeństwie wola odzyskania niepodległości, świadomość tego, że można przeciwstawiać się zaborcom i utrzymywać znienawidzone służby zaborcze w stałej gotowości, co przecież wzbudzało w nich złość, ale i zakorzeniało niepewność.W lutym 1845 roku Edward Dembowski przybył do Galicji. Zastał tam jednak niezwykle trudną sytuację, bowiem wszelkie spiskowe instytucje znajdowały się w stanie kompletnego rozbicia. Jego przybycie ożywiło nieco spiskowców, którzy poczęli na nowo się organizować i tworzyć nowe komórki. Wzrosła tymczasem wartość nagrody wyznaczonej przez władze carskie za wydanie Dembowskiego. Zakonspirowany dobrze, używał kilku nazwisk; Rogowski, Kowalski, Borkowski, Łęgowski i innych. Bywał we Lwowie, Londynie i Brukseli. Aż dziw, że w owych czasach, przy kiepskim stanie komunikacji i wysokich kosztach podróżowania, praktycznie docierał wszędzie. Wszyscy też wierzyli w jego szczęśliwą gwiazdę, nie przeczuwając katastrofy związanej z wybuchem Powstania Krakowskiego i jego klęski. W dniu 27 lutego 1846 roku Dembowski stanął na czele procesji mieszkańców Krakowa, próbującej poderwać miejscową społeczność do walki przeciwko zaborcy austriackiemu. Niestety, ludność nieświadoma i nieprzygotowana oraz w pewnym sensie zdezorientowana, nie podjęła działań. Wówczas w okolicach Rynku Podgórskiego doszło do krwawej rozprawy z manifestantami. Od salwy austriackiej zginęło dwudziestu ośmiu uczestników powstania, wśród nich padł Edward Dembowski. Był bardzo widoczny. Ubrany w białą sukmanę dzierżył w rękach sztandar. Ofiary zajścia w dniu 1 marca 1846 roku pochowano pośpiesznie  w zbiorowej mogile pod murem podgórskiego cmentarza. Ponieważ wieść niosła, że Dembowski przeżył i zdołał zbiec, w miesiąc później władze austriackie rozkazały rozkopać mogiłę i ponownie pogrzebać poległych. Nikt wówczas nie rozpoznał wśród nich Dembowskiego, a może nie chciał…?W roku 1848 pamięć ich została uczczoną przez ufundowanie tablicy, która niestety, została potem przez Austriaków zdjętą. Nową, do dziś zachowaną  tablicę ufundowali wraz ze skromnym nagrobkiem, członkowie  podgórskiego oddział Związku Legionistów, poświęcając ją w dniu 1 listopada 1936 roku.  Mimo tego wydarzenia, legenda Edwarda była wciąż żywą. Stąd też powstawały opowieści, że Dembowskiemu znowu udało się wyjść z tej opresji jak i z wielu innych, w związku z czym Aniela nadal otrzymywała krzepiące listy mówiące o tym, że śmierć Edwarda jest zapewne wątpliwą a pewniejszym jest to, że on żyje i ukrywa się w Karpatach.Położenie jej było coraz trudniejsze. Obarczona trójką dzieci i wciąż ponaglana przez władze pruskie do opuszczenia Wielkopolski, opuściła ją wreszcie w dniu 4 maja 1846 roku, by po kilku miesiącach zatrzymać się wreszcie w Paryżu. Tam bowiem żył jej ojciec Adam i liczyła, że tam wreszcie dowie się czegoś o Edwardzie. Przywiozła ze sobą jego wszystkie listy i wszelkie pozostawione przez niego dokumenty. Ojciec jej prowadził wówczas w Paryżu księgarnię francusko - niemiecką, ale nie mógł zapewnić dostatniego życia rodzinie zięcia, przeto Dembowska zatrzymała się u swojego brata  Ludwika Chłędowskiego, zamieszkałego w Oberwerth koło Koblencji. Aniela Dembowska nie czuła się w domu brata najlepiej i wciąż marzyła o powrocie do kraju. Chciała bowiem aby dzieci Edwarda wychowywały się w Polsce i mówiły po polsku, w przeciwieństwie do dzieci brata. W 1855 roku umarł ojciec Anieli - Adam Chłędowski, W tej sytuacji podejmuje ona decyzje powrotu do Polski i udaje się tam razem z  owdowiałą matką. Przerażona wynarodowieniem młodzieży, umieszcza synów w szkole realnej w Poznaniu i czyni starania by powrócić do Królestwa Polskiego. Wykorzystuje akt amnestii wydany przez cara w 1856 roku z okazji jego urodzin i wysyła do władz odpowiednie podania. Policja pruska nakazała jej wyjazd z Wielkopolski - co zresztą uczyniła - korzystając z faktu, iż w tym czasie bawił w Berlinie car Aleksander II. Jej przyjaciele pomogli wystarać się u niego o zezwolenie na powrót Anieli do jej rodzinnych włości. Jej obrotny teść, Leon Dembowski mimo własnych kłopotów związanych z niegdysiejszą konfiskatą dóbr (prowadził wieloletnie procesy sądowe), wystarał się o zapewnienie jej stosownego odszkodowania ze strony czynników rządowych. Aniela zaszywając się na wsi, coraz bardziej odchodziła w zapomnienie. Obraz jaki pozostawiła, był raczej przekazem rodzinnym która chciała, aby taką właśnie pozostała dla przyszłych pokoleń, zafascynowanych parą młodych rewolucjonistów. Dzieci Dembowskich wdały się w ojca. Czesław osadzany bywał w Cytadeli Warszawskiej a Edward (junior) zesłany był na Syberię. Czesław był absolwentem Wydziału Prawa Szkoły Głównej i zmarł w 1886 roku. Pani Aniela mieszkała głównie w Andrzejowie, w niegdysiejszej  guberni siedleckiej u córki Julii Karpińskiej i w Zahajkach na Podlasiu u syna Edwarda, Dziwaczała coraz bardziej. Odsuwała się od ludzi i zatapiała w samotności, stale powracając do lat młodości, młodzieńczych uniesień i czasu walki. Zniszczyła część dokumentów, w tym listy Narcyzy Żmichowskiej do Edwarda. Miała do niej żal, że Edward rzekomo przez nią zginął. Zmarła niezauważenie w domu swego syna na Podlasiu w dniu 30 listopada 1902 roku. Jej śmierć odnotowały warszawskie czasopisma informując, że jej ostatnią wolą było to, aby pochowaną została bez trumny w prostym dole, tak jak wrzucono do wspólnej mogiły jej męża i towarzyszy pamiętnej procesji na krakowskim Podgórzu. Dodać należy, że Aniela nigdy nie mogła się pogodzić ze śmiercią Edwarda. Nawet w wiele lat po jego śmierci, nie była o tym przekonaną. W roku 1858 a więc w dwanaście lat po wydarzeniach krakowskich, śmierć Edwarda potwierdził jej naoczny świadek Adam Siedmiogrodzki, który osobiście opowiedział Dembowskiej przebieg wydarzeń i zrelacjonował zgon męża. Ciało Anieli Dembowskiej złożono zgodnie z jej życzeniem na wiejskim cmentarzu parafialnym we wsi Wereszczyn, w gminie Urszulin, w województwie chełmskim, u stóp XVIII wiecznego, drewnianego kościółka. Przy murze okalającym ową nekropolię widnieje zapadnięta mogiła z położoną na niej piaskowcową płytą nagrobną, na której i dziś jeszcze odczytać  można  słabo widoczne już litery składające się na napis:

 „Śp. z Chłędowskich Aniela Dembowska,

żona kasztelanica Edwarda, wierna córka Ojczyzny.

Żyła lat 77. Zmarła dnia 30 listopada  1901 roku”.

 

 Aniela Dembowska ma swoje miejsce i tytuł w ojczystej historii, niezależnie od jej działalności politycznej a choćby ze względu na własną, oryginalną twórczość. Była przecież entuzjastką kręgu Narcyzy Żmichowskiej…Legenda Edwarda trwała dalej, osadzając się już we współczesności pytaniem, czy dwór wilczogórski był konspiracyjnym schronieniem tego wiecznego tułacza  na trasie jego rozlicznych podróży? Wykluczyć tego nie można…
       Ojciec Edwarda Leon Dembowski urodził się w 1789 roku w Puławach, jako syn Józefa i Konstancji Narbutt, dziedziców dóbr Hamaki i Hałuzińce. Pochodził więc ze znanej i zamożnej rodziny ziemiańskiej przynależnej do herbu Jelita Epokę Sejmu Czteroletniego, czy czasy Powstania Kościuszkowskiego, znał jedynie z opowieści. Dzięki związkom z Czartoryskimi „zrobił poniekąd karierę” i doszedł do majątku dzięki dobremu ożenkowi właśnie z Julianną z Kochanowskich, właścicielką m.in. Wilczogóry. Rodzice Dembowskiego utracili majątek za udział w konfederacji barskiej, następnie Insurekcji Kościuszkowskiej oraz Powstania Listopadowego i innych wydarzeń losowych. Byli jednak wysoko skoligaceni i ożenili syna z senatorską córką. Niestety, szczęście nie trwało długo, bowiem małżonek nie otaczał żony szczególnie czułą opieką. Julianna Dembowska urodziła dwóch synów. Pierworodny Leon zmarł  w wieku dwóch lat, a drugi syn Edward został przez matkę osierocony kiedy miał zaledwie rok. Julianna Dembowska zmarła na gruźlicę w Dusznikach (dawniej Reinnertz, dziś Duszniki Zdrój). Jej grób po latach odwiedził Edward wraz z ojcem. Niestety, dziś już go już nie ma, bowiem cmentarz ten został zlikwidowany. Władze miasta usytuowały w tym miejscu rozległy skwer miejski, a szkoda. Ot, nasza historyczna beztroska… Starszy pan Dembowski kierował wydziałem spraw wewnętrznych Królestwa Polskiego, potem wydziałem sprawiedliwości i wojennym. Zabiegał o sprawy materialne i rósł w znaczenie, otrzymując w 1829 roku zaszczytny tytuł kasztelana. Zaangażował się również w sprawę Powstania Listopadowego, wchodząc w skład Rady Administracyjnej a w maju 19831 roku, już po bitwie  pod Ostrołęką, przyjął tekę ministra skarbu. Był bliskim współpracownikiem Adama Jerzego Czartoryskiego. Należał do grona polityków – mimo powyższego przeciwnych walce z Rosją. Zdecydowanie nie znosił radykałów i motłochu.  Po kapitulacji powstania w 1830 roku, Dembowskiemu udało się wyjść obronną ręką ze wszystkich dochodzeń. Jednak po ucieczce syna Edwarda z Królestwa Polskiego okazało się, że policja ma dobrą pamięć. W latach 1861 – 1867 pełnił urząd członka Rady Stanu Królestwa Polskiego i dyrektora Komisji Rządowej Sprawiedliwości, a następnie prezesa Najwyższej Komisji Edukacyjnej.  Dembowski – dziedzic dóbr Bronice i Drzewice - najchętniej przebywał w swoich dobrach w Klementowicach, które odkupił od Ignacego Potockiego. Pasją jego były książki i ich towarzystwa szukał pan Leon przede wszystkim. Jego zbiór do dziś napawa szacunkiem.  Nie ulega wątpliwości że syn Edward sprawiał mu wiele kłopotów i narażał nie tylko na kłopoty finansowe, ale…dzięki swoim koneksjom i życiowemu sprytowi, wielokrotnie ratował też syna z poważnych opresji. Leon Dembowski był – trzeba przyznać - krzywdzony przez historyków. Zarzucali mu gorliwość w stosunku do carskiej administracji. W jego nie wydrukowanych pamiętnikach znajduje się jednak wiele materiału, by skutecznie obalić tę niesłuszną opinię.Zmarł w dniu 11.01.1878 w Warszawie. Spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim. Tak więc można by zakończyć opowieść o Wilczogórze i związanych z nią postaciach. Można by, ale są i inne postacie.Celowo wyeksponowane tu zostały postacie Anieli i Edwarda Dembowskich, oraz osób z nimi związanych. Dlatego, że ich dzieje są nierozerwalnie związane z dziejami polskich zrywów narodowych i walk o niepodległość, oraz licznymi a utytułowanymi rodzinami polskimi. Także – co oczywiste z…Wilczogórą. Niewątpliwie pozostaje jeszcze wiele pytań. Trzymając się konwencji opowieści można by postawić kilka pytań, na które jak dotąd nie uzyskano odpowiedzi. Czy Wilczogóra stanowiła dla Dembowskiego miejsce azylu w czasie jego konspiracyjnych podróży? Czy istniejący dwór pamięta jeszcze kasztelanica? Na pytania te można od biedy odpowiedzieć.  Oczywiście wieś mogła stanowić przystań dla tego konspiratora i tak zapewne było, bowiem ludzie pamiętali Kochanowskich i Dembowskich. Kolejni zaś właściciele majątku Miniewscy (od 1838 roku), byli ludźmi także wychowanymi patriotycznie i hołdując staropolskiej gościnności, zapewne nie odmawiali gościny i pomocy umykającemu przed carską policją kasztelanicowi, którego legenda wykraczała daleko poza granice grojecczyzny. Dembowski przecież dysponował folwarkami „pod Tarczynem”. Rzecz kolejna, jakimi? Może chodziło w tym przypadku właśnie o Wilczogórę i sąsiednie własności Edwarda? Zagadką pozostaje pytanie ostatnie. Dobudowę części dworu – do dziś istniejącą - przypisuje się Władysławowi Miniewskiemu, kolejnemu dziedzicowi dóbr, który część  tę dobudował do istniejącego już, a dziś ledwie zaznaczonemu w przyziemiu dworu. Czy jednak popadający już wówczas w ruinę dwór, chronił w swych murach Czerwonego Kasztelanica. Trudno powiedzieć…Kochanowscy i Dembowscy to nie jedyne duchy Wilczogóry. 
CDN