21.09.2017
<< wstecz
 

„Okolica” – nr 2(46) 2004 z 9.02.2004 str. 15. Artykuł Andrzeja Zygmunta Rola – Stężyckiego pt. „Rycerz konfederacji”

 
 
 

RYCERZ KONFEDERACJI

 
 
 

Huk okrętowych dział zagłuszył ostatnie słowa wojskowej komendy, której dalekim echem był nieśmiały plusk wody przy najeżonej lufami armat burcie brygu amerykańskiej marynarki wojennej „Wasp”. Wiatr przeganiał resztki niebieskawego dymu z którego wyłaniały się zwarte szeregi stojących na jaśniejącym pokładzie, wyprężonych marynarzy. Łopot żagli i takielunku, tłukących się o niebotyczne maszty, był jedynym mniej frasobliwym akcentem owej niezwykle poważnej ceremonii w dniu 11 października 1779 roku, kiedy to Amerykanie żegnali na wieki wielkiego żołnierza i bojownika o wolność, bohatera dwóch odległych od siebie, a jakże sobie bliskich narodów.
Wieniec biało - czerwonych kwiatów rzuconych w toń morską, był ostatnią klamrą spinającą niezwykłe, acz burzliwe losy tego nie tuzinkowego człowieka, którego życie było swoistym hazardem. Fale pokrywały kwiaty unosząc je coraz dalej do wyniosłego okrętu, którego gonne maszty z trzepoczącą na wantach gwiaździstą banderą były świadectwem dumy i niepodległości. Owej wyśnionej i wymarzonej wolności dla której to syn wareckiego starosty - Kazimierz Pułaski - nie zawahał się chwycić za oręż tam, gdzie było to niezbędne, z dala od uciśnionej ojczyzny, po drugiej stronie Atlantyku. Wolność bowiem jedno ma imię.
Był jednym z ośmiorga rodzeństwa, dzieci Józefa i Marianny z Zielińskich -  małżonków Pułaskich. Kazimierz urodzony w dniu 4 marca 1747 roku w Winiarach pod Warką, ochrzczony został w pałacu książąt Czartoryskich, których to jego ojciec, Józef (1704-1769) był gorącym stronnikiem. Akt urodzenia został sporządzony w kościele Św. Mikołaja w Warce, ten jednak zginął w wyniku działań wojennych w 1945 roku, a i księga urodzeń z tego okresu szczęścia nie miała, jako że karta roku 1747 została z oryginału wyrwana. Ten niepozorny z pozoru fakt jakże jest znamiennym dla losów Kazimierza. Zawsze pozostały jakieś niedomówienia .
Ojciec Kazimierza, Józef Pułaski był starostą wareckim i niezbyt zamożnym szlachcicem, trudniącym się dodatkowo praktyką adwokacką. Ten na pewno gorący patriota wychował swoje dzieci w duchu sarmackiego poczucia wolności i przywilejów, w duchu rycerskich tradycji.
Dzieciństwo Kazimierz, Michał, Wacław, Wiktor (takie imiona na chrzcie mu dano!) Pułaski spędził w dzierżawionych przez ojca Winiarach. Tam też odbywał elementarną edukację w szkole parafialnej, a konkretnie w Warce. Potem ojciec oddał go na dalszą naukę do księży teatynów w Warszawie.
Bliżej o Pułaskim i jego zainteresowaniach pisał Jędrzej Kitowicz w swoich „Pamiętnikach”: młodzian to był „statuły niskiej, chuderlawy, szczupły w sobie, mowy prędkiej i chodu takiegoż”. Wspomina tam również o „zabawach jego najmilszych”, którymi to były: „ćwiczenia się w strzelaniu z ręcznej broni, pasować się z kimś, na koniu różnych sztuczek dokazywać”. Kitowicz nie wspomina tam jednak o namiętności Kazimierza – grze w karty i ... uczestnictwie w różnych okolicznych burdach, których z reguły Pułaski był organizatorem. Ot, niezły to musiał być watażka...
Dbały o edukację (i o zabezpieczenie moralne niesfornego syna) Józef Pułaski, wystarał się - dzięki licznym protekcjom - o umieszczenie chłopca wówczas, na dworze królewicza Karola – syna króla Augusta III Sasa. Kazimierz został jego paziem.
Ta dworska służba stała się w roku 1763 jego pierwszą praktyką żołnierską, kiedy to  szesnastoletni Kazimierz przeżył oblężenie Mitawy, będącej wówczas stolicą księstwa kurlandzkiego. Oblegającymi były wojska Rosji carskiej, a Pułaski znajdował się w obozie wojskowym królewicza Karola.
W roku następnym widzimy go już w Warszawie pod kuratelą ojca, z którym to, oraz braćmi: Franciszkiem i Antonim, bierze udział w elekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego. W owym czasie Pułaski bywał wielokrotnie świadkiem wielu wydarzeń politycznych w ówczesnej ziemi radomskiej, również i początkowym zawiązaniu się konfederacji radomskiej, ogłoszonej pod hasłem wiary, a w zasadzie obrony wiary i wolności. Jednym z organizatorów tego sprzysiężenia był sam starosta Józef Pułaski.
 Kazimierz interesował się polityczna działalnością ojca, która to bardzo mu imponowała. W tym też czasie - bowiem Józef Pułaski zainicjował nową konfederację wymierzoną rzekomo w znienawidzonego Stanisława Augusta Poniatowskiego, który to zagrażać miał jakoby wolności szlachty i państwa – Kazimierz został uczestnikiem spisku wymierzonego w majestat korony. Pomysł na pewno narodził się w Winiarach. Spiskowcy w gruncie rzeczy dążyli jednak do usunięcia z tronu króla Stanisława i zahamowania wszelkich reform społecznych.
Projekt został zrealizowany w dniu 29 lutego 1768 roku. Wówczas to Kazimierz Pułaski przystąpił do konfederacji zawiązanej w Barze na Podolu, gdzie to znalazł się wraz z ojcem, obwołanym marszałkiem konfederacji i bratem Antonim (1750-1815). W dniu swoich 21 urodzin, 4 marca 1768 roku lata młodzieńcze Kazimierza odeszły w przeszłość. Został mianowany dowódcą (regimentarzem)jednego z powstałych oddziałów. Od tej chwili losy Kazimierza potoczyły się w jednym kierunku. Na pierwszym miejscu postawił walkę z obcą przemocą i w tej to walce na terenie Rzeczpospolitej, jak też i poza jej granicami, zapisał się w pamięci potomnych jako przykład patriotyzmu i męstwa. Reprezentował niezwykłe umiłowanie wolności i niezachwianą wiarę w zwycięstwo. Szybko wyróżnił się niezwykłą wprost odwagą i męstwem. Jako dowódca jazdy przeprowadzał poważne operacje wojskowe pod Husiatyniem i Winnicą. Bronił Berdyczowa przed carskim generałem Kreczetnikowem i polskim hetmanem Branickim. Po kapitulacji Berdyczowa wsławił się walecznością pod twierdzą Kamieniec Podolski, dokonując - jak twierdzą potomni - cudów waleczności w Okopach Świętej Trójcy. Bił się w okolicach Brześcia organizując tam silny oddział powstańczy i potykał się z wojskami generała Suworowa, wówczas już w samozwańczej randze „marszałka konfederacji łomżyńskiej”.
W październiku 1769 roku w okolicach Sandomierza zastaje go wieść o śmierci ojca w wiezieniu tureckim, gdzie dostał się po zdobyci Baru przez Rosjan w dniu 20 czerwca 1769 roku. Te smutne fakty zbiegły się z wiadomością o sprzysiężeniu się sztabu konfederackiego, „góry magnackiej” z przyszłym rozbiorcą Polski – Austrią. Sprzysiężeniu oczywiście w imię „obrony wiary, ojczyzny, praw i przywilejów”. Z tym się już Pułaski pogodzić nie mógł, tym bardziej, że Austria dość szybko odkryła swoje prawdziwe oblicze i cele.
Był Pułaski przedstawicielem wojującej młodzieży i chyba pierwszym. W jego czasach - i kto wie czy nie dzięki niemu - spiskowała młodzież Krakowa przeciwko Rosji carskiej, a do jemu podobnych, garnęła się młodzież wojskowa ze Szkoły Rycerskiej w Warszawie. W wielu potyczkach stoczonych w owym czasie, zdobył on sławę największą, obok Józefa Zaremby i Kozaka Sawy-Calińskiego. Jak zdołał mistrzowsko opanować rzemiosło wojenne, po dziś dzień pozostaje tajemnicą, bowiem historia edukacji wojennej Kazimierza jest jedną z największych zagadek jego życiorysu. Wydaje się, że na dobre wyszły mu owe młodzieńcze burdy, opłotkowe potyczki w gronie bliskich mu sąsiadów warchołów z podwarszawskich wiosek. Poza rzemiosłem wojskowym, zachował z czasów młodości owe najbardziej wartościowe zalety, do utrwalenia których bardzo przydało się patriotyczne jego wychowanie. W jednym ze swych listów zachowanych z owych czasów pisał: „niczym na świecie od szczerych chęci moich ku Ojczyźnie nie będę oddalony, nie spodziewam się zysku innego, jak śmierć jedną, której na honor Boga i Ojczyzny oczekuję w azardach, w nieskazitelnej cnocie zostawić mi należy”. Słowa te jak na niezbyt wykształconego Kazimierza są wielce znaczące.
Pułaski dowodził w kilkunastu większych potyczkach konfederackich i kilku poważnych akcjach. Bywał przegrany, ale zawsze potrafił zebrać rozbite oddziały i ponownie stawał gotowy do walki. Jego szlak bojowy zaznaczy prawie wszystkie ówczesne ziemie Rzeczpospolitej: od Poznania po Podole i od Śląska po Litwę.
Najpoważniejszym osiągnięciem Pułaskiego było opanowanie twierdzy jasnogórskiej, klasztoru częstochowskiego. Tam przez długi czas dzielnie odpierał ataki carskiego generała Drewicza. Mężnie poczynał sobie w okolicach Krakowa i na sądecczyźnie, gdzie skupił wokół siebie wielu mieszczan i chłopów. Zajął tam Tyniec i Lanckoronę. Na krotko opanował sam Kraków. Zawsze na czele wojska, ryzykancko. Niezwykle zawadiacki, lubował się w różnych rodzajach broni, zależnie od chwilowych zainteresowań i sympatii. Bywał huzarem i  dragonem, piechurem i ułanem. Był niezwykle aktywny i odważny, czym wzbudzał nie tylko lęk u wrogów, ale nawet szacunek. Dowódcy carskich korpusów uważali Pułaskiego za najbardziej groźnego i najtrudniejszego przeciwnika. Mieszanym natomiast uczuciami darzyło tego bojownika kierownictwo konfederacji. Jego idee nie zawsze były zgodne z politycznymi celami konfederackiego sztabu. Wewnętrzne próby i rozgrywki w łonie dowództwa odsuwały Pułaskiego od szerszego udziału w dowodzeniu, choć przyznać trzeba, że były próby kreowania go na najwyższego wodza. On sam jednak nigdy nie zabiegał o awanse, zdając sobie sprawę zapewne, że nie jest politykiem i dworskim intrygantem. Jego żywiołem była walka kierowana przez żołnierski instynkt, a nie zimna kalkulacja i strategia sztabu.
Bywał w różnych sytuacjach. Także i pod wozem. Zdarzało się, że nie dotrzymywał danego słowa, ale podyktowane było to jednemu celowi: ojczyźnie. Podczas oblężenia Berdyczowa Pułaski dostał się na krótko do niewoli, z której zwolniony został po przyrzeczeniu nie mieszania się do dalszej walki w szeregach konfederatów. Słowa nie dotrzymał, walkę podjął i uczestniczył w wielu bitwach, między innymi pod Lwowem, na Litwie i Mazowszu. Główne zwycięstwo konfederatów w bitwie pod Starokonstantynowem na Ukrainie było w dużej mierze zasługą Pułaskiego. Zajęcie klasztoru jasnogórskiego w na początku 1770 roku było już tylko wynikiem niezwykle trudnego położenia wojsk powstańczych. Obrona klasztoru przed oblegającym go wojskami generała Suworowa, sławiona była nawet przez wrogów, a o Puławskim lud pieśni śpiewał.
Po wyjściu z Częstochowy dał się Pułaski uwikłać w niezbyt przemyślany plan porwania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przegrana bitwa pod Skaryszewem w radomskim, zakończona rozbiciem oddziału, zniweczyła i te plany, gdyż próba ta nie powiodła się na skutek zdrady jednego z uczestników, niejakiego Kuźmy . Pułaski ponownie wycofał się do Częstochowy, zbierając po drodze rozproszone oddziały powstańcze.
Po wykryciu planu porwania króla, opinia publiczna zwróciła się przeciwko Pułaskiemu i jednomyślnie potępiła rzekomego „królobójcę” – choć to właśnie sam Pułaski rozkazał dowódcy oddziału wyznaczonego do porwania króla, Strawińskiemu, delikatne obchodzenie się z monarchą. Także dowództwo konfederacji, tzw. Generalność i jej austriacki protektor odcięli się od tego nieudanego przedsięwzięcia i w wyniku przeprowadzonego śledztwa, sąd sejmowy pozbawił Pułaskiego wszelkich praw obywatelskich, zaocznie skazując go na karę śmierci. W sentencji wyroku precyzuje się: „Na ucięcie prawej ręki i głowy, ćwiartowanie i spalenie ciała, którego popiół ma być na wiatr rzucony.” Wyrok ten anulował sejm dopiero po latach dwudziestu w wyniku licznych interwencji.
W tym czasie generał Suworow przypuścił generalny szturm na jasnogórską warownię gdzie też znajdowały się resztki zebranych przez Pułaskiego oddziałów. Tylko wyjątkowe szczęście pozwoliło Pułaskiemu w dniu 12 sierpnia 1772 roku ujść z życiem. Rok ten był jak wiadomo rokiem pierwszego rozbioru Polski i ostatecznej rozprawy królewskiego stronnictwa nad opozycją. Wówczas to los Barskiej Konfederacji i los Kazimierza Pułaskiego w Rzeczypospolitej został tym samym przesądzony.
Pułaski opuszcza kraj ojczysty w lutym 1772 roku. Jakiś czas (około dwóch lat) przebywa w Niemczech (Saksonia) i Francji, po czym udaje się na Bałkany, gdzie wraz z armią turecką bierze udział w wojnie przeciwko Rosji carskiej. Po przegranej Turcji, powraca na dłużej do Francji, skąd stara się przedostać do Polski, na co jedna nie pozwala mu nadal aktualny wyrok królewskiego sądu. Popada w długi, trafia nawet do aresztu, po wyjściu z którego zafascynowany wyzwoleńczą wojną narodu amerykańskiego z jego angielskimi kolonizatorami, decyduje się wziąć w niej udział. W roku 1776 załatwia formalności związane z tym wyjazdem i zaopatrzony w pismo rekomendujące go od Beniamina Franklina przepływa Atlantyk. Tam nawiązuje kontakt z Jerzym Waszyngtonem. Rekomendujący go Franklin pisał: „(...) Kazimierz Pułaski, słynny w całej Europie z odwagi i postępowania swego podczas obrony wolności kraju swego przeciwko trzem potęgom, będzie miał zaszczyt doręczyć Panu ten list. Dwór tutejszy zachęcał go do wyjazdu i popierał go w przeświadczeniu, że może być wysoce użytecznym w naszej służbie”.
 Na ziemi amerykańskiej Pułaski nawiązuje także kontakt z politykiem i generałem francuskim La Fayette, dla którego przywiózł list od żony. Ten również rekomenduje go Waszyngtonowi. Między innymi pisał: „...oto hrabia Kazimierz Pułaski, pierwszorzędny członek konfederacji w Polsce, najwybitniejszy jej oficer i najniebezpieczniejszy wróg tyranów, zdobył sobie wielką sławę odwagą oraz inteligencją w wojnie, a także szlachetnym oraz pełnym zapału postępowaniem po pierwszym rozbiorze nieszczęśliwej Polski...”.
 Sama droga za ocean nie był prosta i Pułaski trafi tam po dość okrężnej podróży, stawiając stopy na amerykańskim gruncie w dniu 23 lipca 1777 roku w Marblehead w stanie Massachusetts. Szybko dociera do obozu wojskowego pod Wilmington i w niewiele dni później staje przed obliczem samego generała Waszyngtona, który to w tym czasie osłaniał Filadelfię - będącą siedzibą Kongresu Amerykańskiego - przed przeważającymi na tym odcinku frontu siłami brytyjskimi.
Pułaski od razu przypada do serca przychylnemu Polakom generałowi, czego wyrazem jest skierowanie w dniu 28 sierpnia 1777 roku do Kongresu Amerykańskiego pismo. Mianując Pułaskiego generałem brygady i zlecając mu organizację kawalerii generał pisał: „... Pułaski tak samo jak my walczył w obronie wolności i niepodległości kraju swego i poświęcił przez zapał do celu tego fortunę swoją. Wynika stąd tytuł dla naszego szacunku, który powinien za nim przemawiać, o ile przemawiać będzie dobro służby”. Kongres w pełni zaaprobował decyzją Waszyngtona. Pułaski otrzymał dowództwo amerykańskiej kawalerii, rodzaju wojsk dotychczas nie znanego w armii amerykańskiej, a w każdym razie nie docenianego i nie zorganizowanego. Dodać należy, że Pułaski miał wyjątkowe szczęście. Na taki sam stopień Tadeusz Kościuszko musiał czekać prawie do końca swojej amerykańskiej służby, ponad siedem długich lat, pełniąc odpowiedzialną funkcję jednego z głównych inżynierów armii. Stało się tak dlatego, że ten jak wspomniałem niezbyt praktyczny (już wówczas!) rodzaj wojsk był traktowany bardziej romantycznie i nie odgrywał na terenie zmagań amerykańsko-angielskich znaczniejszej roli.
Pierwsze zetknięcie z problemami armii amerykańskiej ujawniło Pułaskiemu poważne niedociągnięcia w wielu sprawach: w kwestii werbunku, wyposażenia czy przygotowaniu technicznym i bojowym. Składało się na to wiele przyczyn. Amerykanie nie byli tak zaprawieni w bojach jak Polacy. Inną też reprezentowali mentalność i o wiele mniejsze przywiązanie do ojczyzny, armię bowiem reprezentowały różne narodowości, których przedstawiciele niezbyt byli zorientowani w celach i słuszności prowadzonych walk.
Pułaski przedstawił kongresowi amerykańskiemu dokładnie przez siebie opracowany plan zawierający propozycje wojskowych reform w armii amerykańskiej. Propozycje te kongres ocenił niezwykle wysoko. Zorganizował kawalerię składającą się z kilkuset zaledwie żołnierzy, nie zdradzających zresztą wielkiej ochoty do walki. Mimo to na ich czele dokonał Pułaski wielu przykładów waleczności. Pierwsza informacja o niezwykle bohaterskiej postawie Pułaskiego dotarła do kongresu tuż po bitwie stoczonej nad rzeką Brandwine Krik w stanie Pensylwania. Po tej bitwie kongres przyznał Pułaskiemu dowództwo nad amerykańską kawalerią w stopniu generała brygadiera. Amerykanie był zresztą zachwyceni opanowaniem sztuki kawaleryjskiej przez Polaka. Jeden z kronikarzy opisujących bitwę pod Germantown (przegraną przez Amerykanów i Pułaskiego) tak pisał: „Pułaski - mianowany wcześniej brygadierem - przeleciał cały obóz ze swoimi dragonami, rąbiąc co się nadarzyło tak, że cała klinga jego pałasza była od krwi czerwona”.
W wyniku różnych działań i niekiedy przeszkód opozycji zdołał Pułaski sformować cztery pułki lekkich dragonów w liczbie 700 ludzi. Działalność organizacyjną także oparł na zwiększonej operatywności, samodzielności i szybkości oddziałów. Walcząc pod rozkazami generała Waynea, między innymi w Valley Forge i Trenton w stanie New Jersey oraz pod Haddonfield, dawał wiele przykładów bohaterstwa, w związku z czym jego dowódca przekazał Waszyngtonowi specjalny w tym temacie meldunek.
W roku 1777 Pułaskiego kwaterującego akurat w obozie pod Trenton odwiedził wówczas jeszcze pułkownik Tadeusz Kościuszko. Biograf Pułaskiego, jego towarzysz walk na ziemi amerykańskiej – Rogowski - tak zapisał w swoim pamiętniku: „Kościuszko nie miał miny zawiesistej jak pan Kazimierz, ale widać było na jego twarzy poczciwość i otwartość szlachecką, a poza tym był to człowiek pełen wiadomości. Kampania więc jego i dyskurs sprawiły nam wiele przyjemności. Choć prawie równego wieku z Pułaskim, nie znali się ze sobą w kraju, bo pierwszy siedział nad książką, kiedy już drugi Rosjanom pensa zadawał, ale tu na amerykańskiej ziemi pokochali się mocno, przyjaźń dozgonną sobie obiecując. Po dziewięciu dniach zabawy podczas których mimo biedy wysadziliśmy się na traktament staropolski, odjechał Kościuszko do swego korpusu i odtąd go już moje oczy więcej nie spotkały, dopiero w zwycięskiej bitwie pod Dubienką”.
W marcu 1778 roku konflikt z generałem Waynem spowodował dymisję Puławskiego, którą to złożył na ręce generała Waszyngtona. Jednocześnie Pułaski zadeklarował chęć zorganizowania samodzielnej brygady kawalerii (legionu). Zadania tego legionu, zwanego później Legionem Pułaskiego, określił w swoim liście kierowanym w dniu 19 marca 1778 roku do generała Gatesa, mówiąc w nim: „obowiązki te będą polegały między innymi na tym, iż obserwowane będą ruchy nieprzyjaciela i przedsiębrane będą wszelkie kroki, jak niespodziewane napady, zasadzki, chwytnie fortpocztów, uderzanie w tylną straż, atakowanie flanków, itp. na donoszeniu reszcie naczelnemu wodzowi oraz Wydziałowi Wojny wszystkiego co, uzna, że na jego uwagę zasługuje... „.
28 marca 1778 roku Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdza status Legionów Pułaskiego a sam generał Waszyngton zezwolił Pułaskiemu na dowolne wybieranie sobie z każdego pułku po dwóch żołnierzy „według własnego uznania z końmi, orężem i rynsztunkiem, oraz jednego sierżanta, którzy mieli by pełnić funkcję instruktorów jazdy legionu”.
Pułaski w okresie pięciu miesięcy zorganizował ów legion szkoląc żołnierzy i... śląc memoriały do dowództwa, domagając się środków na powiększenie legionu. To jednakże spotkało się z ostrym sprzeciwem Kongresu, który to wówczas poddał ów oddział jak i inne ostrym sankcjom finansowym, co zresztą wynikało z sytuacji. Ambitny Pułaski (i chyba trochę nadal watażkowaty) wydaje wtedy na umundurowanie i wyżywienie podległych mu żołnierzy resztki osobistego majątku i... popada w długi. Sytuacja się powtarza. Fortuna kołem się toczy. Zdesperowany pan Kazimierz pisze do Kongresu: „Entuzjastyczny zapał dla szlachetnej sprawy ożywiający Amerykę i pogarda dla śmierci pobudził mnie do przyjęcia służby waszej, a pochlebiam sobie przy tym, że będę dość szczęśliwym, aby uzyskać uznanie i zadowolenie wasze (...)Wszakże taki był mój los, ze nic oprócz honoru nie utrzymuje mnie w służbie, która zaczyna mi być nienawistną wskutek złego traktowania (...).
Odpowiedzią Kongresu było przyznanie Pułaskiemu 50.000 dolarów na spłatę długów i „opędzenie najpilniejszych potrzeb” zmniejszającego się w zastraszającym tempie Legionu.
Przyznanie tych pieniędzy było uzasadnione między innymi i tym, że tę nigdy dotąd nie spotykaną w Ameryce formację z reguły kierowano do wypełnienia zadań nietypowych, a więc nadzwyczaj trudnych, niebezpiecznych i z góry skazanych na niepowodzenie, bowiem Legion Pułaskiego był swego rodzaju „pułkiem straceńców”. Nazwa ta może dziwna na ziemi amerykańskiej, jakże normalną była w Polsce i... jakaż polska!
Działalności Pułaskiego zawsze przyświecała wypowiedź rekomendującego go niegdyś Beniamina Franklina: ‘...spodziewam się, że panowie Polacy, którzy mają w świecie renomę dzielnych wojowników, będą wielką pomocą dla biednej ojczyzny mojej.”
Odpowiedź Pułaskiego była zobowiązująca: „W narodzie naszym obrzydzenie jest do wszelkiej tyranii, a pryncypialnie do cudzoziemskiej. Wiec gdzie tylko na kuli ziemskiej biją się o wolność, to jest tak jakby nasza własna sprawa”.
Szerokim echem odbiła się bitwa, zresztą zwycięska, którą stoczył Pułaski ze swoim Legionem pod Little Egg Harbor, w dniu 14 października 1778 roku, po której dowódca Legionu meldował Waszyngtonowi: „(...) nieprzyjaciel uciekł w największym nieporządku, pozostawiając znaczną ilość broni, rynsztunku i odzienia”.  
W związku z dotychczasową działalnością Pułaskiego i jego zasługami dla walczącej o wolność Ameryki Jerzy Waszyngton taki pisał do Pułaskiego: „Bezinteresowna i niezmienna gorliwość w służbie daje Ci prawo do szacunku obywateli amerykańskich i zapewnia Ci mój szacunek”.
Bywało także, że i Pułaski miewał rozterki natury wojskowej. Przyczyną ego był fakt, że Legion niekiedy kierowany był do wykonania zadań niezbyt odpowiadających ambicjom i honorowi bardzo na tym punkcie uczulonego Polaka. Nieświadomi rzeczy Amerykanie kierowali ów Legion np. do walki ze sprzyjającymi Anglikom plemionom Indian znad rzeki Delaware. Na skutek interwencji Pułaskiego, który miał nieco inne wyobrażenie na temat tego, kto w tej wojnie jest przeciwnikiem i dlaczego, ten mało zaszczytny rozkaz odwołano dopiero w 1779 roku, kiedy to legion Pułaskiego oddano od rozkazy generała Lincolna, który to operował na południu kraju. Tam też jak się okazało dopełnić się miały losy Legionu.
Coraz bardziej uszczuplany Legion Pułaskiego przebazował się wreszcie do Charleston w Południowej Karolinie, które to miasto zamierzało kapitulować przed nacierającymi Anglikami. Decyzji tej sprzeciwił się Pułaski, zebrał oddział i stoczył z przeciwnikiem brawurową potyczkę, zmuszając go do odstąpienia od oblężenia. Po zwycięstwie zameldował Kongresowi: „Cieszę się niezmiernie, że mogę powiadomić Panów, iż zachowanie się mego korpusa w tej części kraju jest tak pożyteczne, jak było niemile fałszywym oskarżycielom w Pensylwanii (...) Straciłem około 40 ludzi na polu bitwy. Mam tyluż dezerterów (...) Mam jeszcze 160 żołnierzy”.
Jesienią 1779 roku rozpoczął się ostatni etap wojennej działalności Pułaskiego na ziemi amerykańskiej, który też był jednocześnie okresem zamykającym jego całożyciową działalność. 
Pułaski wraz z innymi rozpoczął długotrwałe oblężenie opanowanego przez Anglików miasta Savannachw stanie Georgia. Amerykanie i Francuzi planowali wspólne działania pod dowództwem admirała Charlesa Henry Destena. Zadaniem legionu był atak na redutę i rozbicie obrony przeciwnika.
Szturm rozpoczął się 9 października 1779 roku. Pułaski obserwując bezowocne zmagania piechoty francuskiej postanowił osobiście przejąć dowództwo ataku i wówczas to miała miejsce pamiętna szarża niedobitków Legionu. Pułaski wraz z adiutantem Bentalou wypadł na redutę Springhill i... został ciężko ranny. Kule wroga przeszyły mu pierś i udo. rannego z placu boju wynoszą towarzysze broni i przenoszą go na pokład amerykańskiego okrętu wojennego „Wasp”. Tam przeprowadzona zostaje operacja, niestety niepomyślna. W dniu 11 października 1779 Pułaski umiera. Zgodnie z odwiecznym obyczajem morskim, morski mu wyprawiono pogrzeb. Zgodnie z ceremoniałem ciało bohatera wojny „za wolność waszą i naszą”, powierzono falom Oceanu Atlantyckiego. W chwili śmierci Pułaski miał niespełna 33 lata.
Według innych źródeł, między innymi pamiętników jego biografa Rogowskiego wynika, że Puławski ranny przeleżał na placu boju dwa dni, skąd dopiero przeniesiono go na pokład brygu płynącego do Charleston, gdzie umarł. Inni podają, że zmarł w szpitalu w Charleston po niepomyślnie przeprowadzonej operacji. w zamieszaniu spowodowanym wojną pochowano go pospiesznie i ...zapomniano miejsce jego pochówku. Jak się jednak wydaje bardziej wiarygodny jest przekaz mówiący o morskiej podróży Pułaskiego i jego morskim pogrzebie. Był zbyt znaną osobistością, by jego pogrzeb mógł przejść nie zauważony, nawet w chwili działań wojennych. Pewne niedomówienia są - jak się wydaje - wynikiem niewielu świadków jego morskiego pogrzebu, w większości prostych marynarzy, którzy przecież nie mieli dostępu do poważnych źródeł, a tym samym wiarygodnych.
W odnalezionym niedawno pamiętniku francuskiego generała Destaing, który to był naczelnym inżynierem wspierającej amerykanów armii francuskiej, widnieją takie słowa: „W chwili cofania się atakujących Francuzów pod ogniem angielskim, generał Pułaski przedziera się z kilkoma kawalerzystami i zostaje ciężko ranny, jest to dla sprawy amerykańskiej ciężka strata”.
Przyznać jednak należy, ze Pułaskiemu sprawiono oficjalny pogrzeb wojskowy, choć symboliczny. Opis tej uroczystości pozostawił podkomendny Pułaskiego, Francuz kapitan Bentalou: ”(...) Pochód był olbrzymi. Trumnę nieśli trzej amerykańscy i trzej francuscy oficerowie najwyższej rangi. Za trumną prowadzono pięknego konia, na którym złożono uzbrojenie Pułaskiego i mundur, który miał na sobie w bitwie pod Savannah. Nad trumną kapelan wojskowy wygłosił piękną, wzruszającą mowę”.
Tak oto zakończyła się epopeja Pułaskiego, niesfornego zawadiaki, żołnierza i gorącego patrioty. Jego postać pierwsza rozpoczyna galerię postaci tych, którzy walczyli i ginęli za „naszą i waszą wolność”.
Aby dopełnić obraz bohatera, warto przypomnieć tu także i obraz jego brata, Antoniego Pułaskiego. Ten po upadku konfederacji barskiej został uwięziony w kazańskim więzieniu, z którego wkrótce go zwolniono, zabraniając jednak powrotu do kraju. Za udział w walce z powstaniem Pugaczowa, zezwolono mu powrócić do kraju, gdzie w roku 1793 otrzymuje godność hetmana polnego koronnego, a następnie marszałka wołynskiego. Ostatnie lata swojego życia spędził jako marszałek generalny konfederacji targowickiej, do której przystąpił wbrew przekonaniom, bowiem na konkretne polecenie swojego pryncypała Sieversa. Antoni Pułaski część swoich włości miał na Podolu, a stanowiły je miasteczko Oratow i wioska Kaziemierówka. Majątek ten sprzedał sędziemu Józefowi Bobrowskiemu w roku 1843. Sam Bobrowski był szwagrem Apolla Nałęcz Korzeniowskiego, którego synem był znakomity pisarz angielski polskiego pochodzenia, znakomity potomek polskich rodzin patriotycznych, Józef Konrad Korzeniowski, którego to po śmierci Józefa wychował rodzony jego brat Tadeusz Bobrowski, inicjator i pierwszy przywódca Powstania Styczniowego w 1863 roku. Oto zamknięte polskie losy. Chrzciny, wojaczka i emigracja i tak przez pokolenia. Polska specjalność.
Legenda Pułaskiego jest nadal niezwykle bogata. Nadany mu tytuł „ojca kawalerii amerykańskiej” jest synonimem jego postaci. Pułaski cieszy się w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej większą niż Kościuszko sławą, mimo iż ten na pewno więcej niż Pułaski zasług dla Ameryki położył.
Przed laty w związku z budowanym Pułaskiemu pomnikiem mającym stanąć w Waszyngtonie, senator Brink w roku 1902 tak się w tej kwestii wypowiedział: „przed 123 laty poległ na naszej ziemi maż zasłużony. Poległ jak żył: szlachetny, nieustraszony bojownik. dziś dusza jego towarzyszy Waszyngtonowi. Mówię o Kazimierzu Puławskim. Mimo, ze urodził się w Polsce, daleko, przybył, walczył i zginął z patriotyzmem tak czystym ja ogień...”
Pomnik Pułaskiego został odsłonięty 11 maja 1910 roku a aktu odsłonięcia dokonał ówczesny prezydent William H. Taft, mówiąc: „Rycerz to był z krwi i kości, jako syn rycerskiego narodu, rycerski w postawie i zwyczajach: mężny, nieustraszony, odważny, śmiały, delikatny w obejściu, łagodny i uprzejmy we wszystkich formach życia towarzyskiego – ten, z którego imieniem zespala się cały urok i romantyczność dawnego rycerstwa”.
Z okazji obchodzonego od lat Dnia Pułaskiego, prezydent Stanów Zjednoczonych John Kennedy w dniu 11 października 1962 roku powiedział: „Generał Pułaski nie był Amerykaninem. Był Polakiem. Przebywał na tej ziemi niewiele więcej niż dwa lata zanim zginał. Reprezentował on inną kulturę, inny język, inny sposób bycia. Lecz miał to samo umiłowanie wolności, jak ludzie w naszym kraju”.
W rocznicę pamiętnego października w roku 1981 prezydent kolejny Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan proklamował w stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej Dzień Pamięci Kazimierza Pułaskiego. Powiedział: „Składamy dziś ponownie hołd pamięci generała Pułaskiego, wspominając jego oddanie sprawie wolności, jego bezinteresowna służbę naszemu narodowi, oraz jego wkład w sprawę uzyskania niepodległości Stanów Zjednoczonych. Jego bezgraniczne oddanie ideałom wolności jest dla nas, jego przybranych rodaków, źródłem natchnienia w czasach dzisiejszych. Jego imię i czyny pozostają tak samo żywe w sercach jego rodaków jak i w sercach ludzi całego świata. Dla wszystkich jest wzorem godnym naśladowania. Ja, Prezydent Stanów Zjednoczonych, niniejszym ustanawiam dzień 11 października Dniem Pamięci generała Pułaskiego i wzywam naród amerykański do uczczenia pamięci Pułaskiego, przez uroczyste obchody w całym naszym kraju”.
Tak, więc dzień 11 października (Pulaski Day) jest dziś świętem wszystkich Amerykanów. Sława zaś Puławskiego trwa po dziś dzień. W Stanach Zjednoczonych wzniesiono wiele poświęconych mu pomników, a ponad 200 miejscowości nazwano jego imieniem, jak również wiele ulic i placów. W jego rodzinnym kraju także wiele przypomina owe konfederackie czasy, a w miejscu urodzenia Kazimierza Pułaskiego w Winiarach, znajduje się piękne muzeum regionalne, jemu właśnie poświęcone.
Wyjątkowo trafne są słowa popularnej niegdyś pieśni konfederatów barskich, zatytułowanej: „Odważny Polak na marsowym Polu”, oddającej w kilku wersach idee życia Pułaskiego, jego życiowe motto:
„...Stawam na placu z Boga ordynansu,
Rangę porzucam dla nieba wakansu.
Dla wolności ginę, swej wiary nie minę,
Ten jest mój azard...”
Słowa te były mottem jakże wielu pokoleń Polaków. To był ich hazard. To jest nasz hazard...