SEKRETY ZAKONNYCH PEREGRYNACJI

Andrzej Zygmunt Rola – Stężycki

Dzięki – przyznać należy przemyślnym – zabiegom Jana Lipskiego herbu Rogala, dziedzica dóbr Lipie z przyległościami, w roku 1599 stało się ono wsią parafialną, co poświadczył ówczesny biskup diecezjalny – Tarnowski, odrywając Lipie od parafii w Błędowie i dodając nieco terytorium z parafii Jeziorka.
Lipski wyznaczył fundusz na plebana i dwóch wikariuszy, a sam Jan Zamojski – sufragan płocki – kościół ten wyświęcił, dokonując – przy okazji – pokropku trzech znajdujących się w świątyni ołtarzy: pod wezwaniem Św. Trójcy, Św. Wojciecha i Św. Jana Chrzciciela. Obrotny dziedzic – dbając między innymi o swoje doczesne interesy – zorganizował w Lipiu, za pośrednictwem imci pana Wojciecha Sulikowskiego – ówczesnego prowincjała Ojców Dominikanów – Bractwo Św. Anny i Różańcowe.
tag heuer replica watches

Mimo pewnego rozmachu, okazało się, że uposażenie owego kościoła było dość ubogie. Dlatego też już roku 1605 Lipski był zmuszony sprowadzić do kościoła konwent oo. Franciszkanów, który podejmując zaproszenie, osadził w Lipiu czterech księży i dwóch kleryków, przy czym jednego z księży – za zgodą Diecezji – ustanowił proboszczem. Plebanią zaś wraz z wikariatem w roku 1603 Jan Lipski na klasztor przerobił.
Niestety zakonnicy ci, nie mając możliwości utrzymania się – mimo przyznania im kilku włók posagu – zrezygnowali z tego beneficjum.
Lipski – nie zrażony tym niepowodzeniem – próbował osadzić w Lipiu konwent oo. Kamedułów. Ci jednak – znając lichą kondycję owej darowizny – w ogóle jej nie przyjęli.
Nie przyjął jej również – z tego samego powodu – indagowany w tej sprawie dziekan i proboszcz z Warty, choć obrotny dziedzic już wcześniej wystarał się u jego przełożonych o tę nominację.
Wówczas to Lipski udał się do Krakowa, gdzie używając sobie tylko zapewne znanych sposobów, zdołał nakłonić Prowincjała oo. Karmelitów Trzewiczkowych, aby ten ową lipską Fundację objął.
Ten jednak – równie jak Lipski obrotny, a zapobiegliwy – zażądał odpowiedniego zabezpieczenia, które też otrzymał, co potwierdzone zostało w grodzie czerskim i krakowskim w dniu 10.06.1605 roku, zaś w dniu 20.06.1605 roku biskup Goślicki odpowiednim aktem pozostawił tym zakonnikom curam animarum parafii lipskiej, który to w Ciążeniu wydano.
Dzięki tym obwarowaniom Karmelici spokojnie z dóbr tych przez lat 12 korzystali do czasu, kiedy to śmierć Fundatora zmieniła bieg sprawy.
Otóż wówczas Jaśnie Wielmożny Krzysztof Lipski – brat rodzony Jana – zażądał od Konwentu zwrotu wsi i ….opuszczenia klasztoru.
Spór toczył się wartko i mimo iż ojcowie Karmelici znaleźli protektora w osobie Noncjusza Apostolskiego, to w roku 1614 oddać musieli Lipskiemu połowę wsi.
Ten – ku zaskoczeniu wszystkich – ową połowę Lipia darował natychmiast….Konwentowi Brygidek, stając się tym samym ich Fundatorem. Od tego też czasu dobra lipskie dzierżyły dwa konwenty zakonne: Karmelitów Trzewiczkowych i Panien Świętej Brygidy. Strony korzystały z tego zapisu, dokonując rozbudowy kościoła i klasztoru, aż do czasu przejęcia tych dóbr przez rząd pruski w roku 1796. Przedtem jednak w roku 1615 dokonały działu Lipia.
Warto powrócić tu do jeszcze jednej donacji. Otóż wspomniany wyżej Jan Lipski zakupił w Warszawie grunty dla Panien Brygidek, na których to siostrzyczki urzędowały równolegle z działalnością w podgrójeckim Lipiu.
Większość publikacji traktujących o dziejach Warszawy zgodnie informuje, że Krzysztof Lipski był…fundatorem klasztoru Brygidek w Warszawie! W tym przypadku podawane są różne daty: 1622 i 1630, ale…zawsze z informacją dotyczącą Brygidek, że…przeniesiono je z Lipia!
„Nowolipie, wprost bocznego pawilonu pałacu Komisji Rządowej Spraw
Wewnętrznych położone, pomiędzy ulicami Przejazd i Żytną, zajmuje nr 2407 do 2477. Cyrkuł 6. Na tym miejscu były grunta i zabudowania osobną jurydykę Nowego Lipia stanowiące, która należała do klasztoru panien brygidek przy kościele Ś. Trójcy, do roku 1807, gdzie dziś gmach pod m 561 przy ulicy Długiej (laboratoria i ludwisarnia wojskowa), tu istniejących. Ponieważ zaś pomienione zakonnice sprowadzone były naprzód z Lublina w r. 1615 do wsi Lipia w ziemi czerskiej przez Krzysztofa Lipskiego i uposażone przez tegoż połową tejże wsi, następnie stamtąd w roku 1622 przeniesione do Warszawy, przeto na pamiątkę pierwotnego swego pochodzenia posiadłości i grunta za wartość wsi Lipia przez nie tu nabyte lub przez różne osoby klasztorowi następnie darowane, nazwane zostały Nowolipiem i Nowolipkami” .
Powyższy cytat zawiera znamienną informacją, mówiącą o tym że Brygidki przybyły do Lipia z ….Lublina!
Jak by tych sensacji było za mało, dodać należy, że… pierwsi osadzeni w Warszawie Karmelici przeniesieni zostali tu także z…Lipia!
W „Taryfie okupu Szwedzkiego z roku 1655” (opublikowanego przez Wejnetra) jest zapis mówiący, że przy ulicy Długiej – vis a` vis Kościoła Brygidek – istniał dworek Ojców Karmelitów z Lipia! Dworek ten spłonął w czasie potopu szwedzkiego i już po roku 1569 nie ma o nim wzmianki.
Wspomniany wyżej dworek na Długiej w Warszawie, otrzymało w dniu 20.06.1641 roku – dzięki swoim staraniom – dwóch zakonników: Fabian Daruch i Elizeusz Niewiński, przeor karmelicki z Lipia i prokurator konwentu bialskiego, dzięki obietnicy, że założą w stolicy kościół i klasztor tegoż konwentu. Dobroczyńcą i donatorem był wówczas Marcin Świeżyński, szlachcic osiadły w województwie brzeskim – sekretarz królewski i vice instygator Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Darowiznę tę potwierdzono za czasów panowania króla Władysława IV.
Karmelici cieszyli się w Warszawie – i nie tylko – wielką estymą. Ponieważ wspomniany wyżej dworek sprawiał im – z różnych powodów – pewne kłopoty, przeto postanowili go sprzedać. Aktu sprzedaży dokonał ksiądz Marcin.
Konwent dzięki sumie podjętej ze sprzedaży dworku, oraz kwot uzyskanych ze składek pobożnych wyznawców, a sympatyków, tudzież poważnej darowiźnie w kwocie tysiąca złotych dokonanej przez Annę Magnuszewską – wdowę po Janie Florianie Wilskim, w sierpniu roku 1668 dokonano zmiany siedziby.
Konwent Karmelitów przeniósł się wówczas niezbyt daleko, bo na ulicę Leszno, a interesującym jest to, że Brygidki miały znakomite kontakty z ówczesnymi właścicielami Leszna – Leszczyńskimi i zapewne pomogły zaprzyjaźnionym Karmelitom uzyskać tam nową lokalizację.
Karmelici po prawie 40 latach skromnego życia, pragnęli przenieść się wreszcie pod opiekę jakiejś możnej rodziny. I stało się!
Dzięki życzliwości biskupa Stefana Wierzbowskiego – którego ulubioną siedzibą było Nowe Jeruzalem (dziś: Góra Kalwaria) – tudzież księdza doktora teologii Marcina Behma – rejensa studium generalnego Zakonu (dał on na ten cel 2000 złotych), Konwent wszedł w posiadanie dworku na Lesznie.
Sprzedającymi był: podpułkownik Jan Weretycki i żona jego Anna Bugajska, wdowa po Walerianie Pajkerze – niegdysiejszym wójcie Leszna – oraz spadkobiercy owego Pajkera, dzieci Anny z jej pierwszego małżeństwa.
Dworek ów w części murowany, w części zaś drewniany stanowił całość z dość obszernymi placami do których przylegał.
Biskup Wierzbowski wydał w dniu 2.09.1682 roku pozwolenie na założenie klasztoru i kościoła na Lesznie, które datowano w Górze Kalwarii. Akt sprzedaży nieruchomości sporządzono w magistracie tego miasta pięć dni później.
Pozwolenie na powyższe czynności wydali ówcześni dziedzice Leszna bracia Rafał i Bogusław Leszczyńscy – podskarbice koronni. Bogusław był wówczas opatem czerwieńskim i proboszczem płockim, a Rafał….ojcem późniejszego króla Stanisława.
Możliwe, że wówczas młodzi Leszczyńscy wykonywali tylko wolę swego stryja Jana – kanclerza koronnego – który już w roku 1677 jako dziedzic tych włości, zezwolił karmelitom na fundację.
Dość zagmatwane sprawy nie pozwalały na szybszą finalizację zamierzeń. Nic prostym nie było.
Brat wyżej wspomnianych braci – Jan Przecław Leszczyński – starosta warszawski, zmarł młodo w roku 1668. Pochowano go w …klasztorze św. Trójcy, czyli u…Brygidek! A to dlatego, że na Lesznie nie było zwłok jego gdzie złożyć. Nie było to na rękę owej możnej rodzinie i fakt ten przyspieszył decyzję o sprzedaży owej nieruchomości na Lesznie z zastrzeżeniem osadzenia tam Karmelitów i wybudowania kościoła. Tym bardziej, że nie udała się im – z winy Morsztynów – wcześniejsza próba – fundacji braci św. Jana Bożego. Być może fakt owego osadzenia Karmelitów na Lesznie, był wynikiem sytuacji związanej z pochówkiem wspomnianego wyżej Jana Przecława.
„Zakonnicy osiedli na gruntach dworku już na dniu 3-cim października 1682 r. ale uroczyste prawne zajęcie nastąpiło dopiero w wigilią świętych apostołów Szymona i Judy. Mimo to, poprzednio jeszcze karmelici urządzili już w nabytem domostwie kaplicę, w której pierwsze nabożeństwo i msza ś-ta odbyły się dnia 8 września w samo święto Narodzenia Matki Boskiej, przed jej cudownym obrazem, słynącym łaskami, który po dziś dzień mieści się w ołtarzu wielkim. Obraz ten nieznajomego pędzla spoczywa w ramach srebrnych. Ta okoliczność nawet podała myśl założenia klasztoru i świątyni pod tytułem Narodzenia matki Boskiej…”. .
Takie więc były kulisy sprowadzenia zakonów Brygidek i Karmelitów Trzewiczkowych do Lipia i Warszawy. Fakt ten stawiał Lipie w pozycji dość uprzywilejowanej w stosunku do okolicznych miejscowości w regionie. Posadowienie zakonu we wsi, to powiew wielkiego świata, inne kontakty i inne możliwości, także nauki czy podróży. Wiedzieli więc Lipscy co robią, bo choć umierali bezpotomni, zachowali się w pamięci mieszkańców Lipia i wsi okolicznych. Lipie zaś, choć wsią pozostało – emanuje historią – i nie tylko – nadal konkurując z gminnym już Błędowem. I choć konkurencja ta jest raczej symboliczną, to przecież lipiane dumni są ze swojej przeszłości. Ona też emanuje z wzniosłej bryły pięknego kościoła, przywołując ku nam sekrety kolejnych spraw i dziedziców wsi.
Wieś dzierżyli potem m.inn.Granowscy, Dall Trozzowie i Suscy. Także udział w niej miały rodziny skoligacone w tym …Świdzińscy.
Wiele by mówić….
Wielce przemyślne działania podjął dziedzic Lipski, ale – mimo niewątpliwych koneksji – możliwości miał ograniczone. Zbyt poważne było to przedsięwzięcie i podjęte zapewne w atmosferze niechęci choćby proboszcza z Błędowa, czy okolicznych dziedziców, zazdroszczących lokacji, a Lipskiemu sprytu, kontaktów i…talentu.
Mimo wielu przeciwności urzeczywistnił on swój plan, splendoru sobie i wsi dodając. Non omnis moriar…
Oczywiście dzieje tych zakonów mają swój ciąg dalszy i nie mniej interesujący, powyższe jednak podkreśla jakże bliskie i nie banalne kontakty grójecczyzny ze stolicą.