20.09.2017
<< wstecz
 

Andrzej Zygmunt Rola – Stężycki

 
 

SEKRETY  ZAKONNYCH PEREGRYNACJI

 
 
 
 

Dzięki – przyznać należy przemyślnym – zabiegom Jana Lipskiego herbu Rogala, dziedzica dóbr Lipie z przyległościami, w roku 1599 stało się ono wsią parafialną, co poświadczył ówczesny biskup diecezjalny – Tarnowski, odrywając Lipie od parafii w Błędowie i dodając nieco terytorium z parafii Jeziorka.
Lipski wyznaczył fundusz na plebana i dwóch wikariuszy, a sam Jan Zamojski – sufragan płocki – kościół ten wyświęcił, dokonując – przy okazji - pokropku trzech znajdujących się w świątyni ołtarzy: pod wezwaniem Św. Trójcy, Św. Wojciecha i Św. Jana Chrzciciela. Obrotny dziedzic – dbając między innymi o swoje doczesne interesy – zorganizował w Lipiu,  za pośrednictwem imci pana Wojciecha Sulikowskiego – ówczesnego prowincjała Ojców Dominikanów - Bractwo Św. Anny i Różańcowe.

 

Mimo pewnego rozmachu, okazało się, że uposażenie owego kościoła było dość ubogie. Dlatego też już  roku 1605 Lipski był zmuszony sprowadzić do kościoła konwent oo. Franciszkanów, który podejmując zaproszenie, osadził w Lipiu czterech księży i dwóch kleryków, przy czym jednego z księży – za zgodą Diecezji – ustanowił proboszczem. Plebanią zaś wraz z wikariatem w roku 1603 Jan Lipski na klasztor przerobił.
Niestety zakonnicy ci, nie mając możliwości utrzymania się – mimo przyznania im kilku włók posagu – zrezygnowali  z tego beneficjum.
Lipski – nie zrażony tym niepowodzeniem – próbował osadzić w Lipiu konwent oo. Kamedułów. Ci jednak - znając lichą kondycję owej darowizny - w ogóle jej nie przyjęli.
Nie przyjął jej również – z tego samego powodu – indagowany w tej sprawie dziekan i proboszcz z Warty, choć obrotny dziedzic już wcześniej wystarał się u jego przełożonych o tę nominację.
Wówczas to Lipski udał się do Krakowa, gdzie używając sobie tylko zapewne znanych sposobów, zdołał nakłonić Prowincjała oo. Karmelitów Trzewiczkowych, aby ten ową lipską Fundację objął.
Ten jednak – równie jak Lipski obrotny, a zapobiegliwy - zażądał  odpowiedniego zabezpieczenia, które też otrzymał, co potwierdzone zostało w grodzie czerskim i krakowskim w dniu 10.06.1605 roku, zaś w dniu 20.06.1605 roku biskup Goślicki odpowiednim aktem pozostawił tym zakonnikom curam animarum parafii lipskiej, który to w Ciążeniu wydano.
 Dzięki tym obwarowaniom Karmelici spokojnie z dóbr tych przez lat 12 korzystali do czasu, kiedy to śmierć Fundatora zmieniła bieg sprawy.
Otóż wówczas Jaśnie Wielmożny Krzysztof Lipski – brat rodzony Jana – zażądał od Konwentu zwrotu wsi i ....opuszczenia klasztoru.
Spór toczył się wartko i mimo iż ojcowie Karmelici znaleźli protektora w osobie  Noncjusza Apostolskiego, to w roku 1614 oddać musieli Lipskiemu połowę wsi.
Ten – ku zaskoczeniu wszystkich  - ową połowę Lipia darował natychmiast....Konwentowi Brygidek, stając się tym samym ich Fundatorem. Od tego też czasu dobra lipskie dzierżyły dwa konwenty zakonne: Karmelitów Trzewiczkowych i Panien Świętej Brygidy. Strony korzystały z tego zapisu, dokonując rozbudowy kościoła i klasztoru, aż do czasu przejęcia tych dóbr przez rząd pruski w roku 1796.  Przedtem jednak w roku 1615 dokonały działu Lipia.
Warto powrócić tu do jeszcze jednej donacji. Otóż wspomniany wyżej Jan Lipski zakupił w Warszawie grunty dla Panien Brygidek, na których to siostrzyczki urzędowały równolegle z działalnością w podgrójeckim Lipiu.
Większość publikacji traktujących o dziejach Warszawy zgodnie informuje, że Krzysztof Lipski był...fundatorem klasztoru Brygidek w Warszawie! W tym przypadku podawane są różne daty: 1622 i 1630, ale...zawsze z informacją dotyczącą Brygidek, że...przeniesiono je z Lipia!
„Nowolipie, wprost bocznego pawilonu pałacu Komisji Rządowej Spraw
Wewnętrznych położone, pomiędzy ulicami Przejazd i Żytną, zajmuje nr 2407 do 2477. Cyrkuł 6. Na tym miejscu były grunta i zabudowania osobną jurydykę Nowego Lipia stanowiące, która należała do klasztoru panien brygidek przy kościele Ś. Trójcy, do roku 1807, gdzie dziś gmach pod m 561 przy ulicy Długiej (laboratoria i ludwisarnia wojskowa), tu istniejących. Ponieważ zaś pomienione zakonnice sprowadzone były naprzód z Lublina w r. 1615 do wsi Lipia w ziemi czerskiej przez Krzysztofa Lipskiego i uposażone przez tegoż połową tejże wsi, następnie stamtąd w roku 1622 przeniesione do Warszawy, przeto na pamiątkę pierwotnego swego pochodzenia posiadłości i grunta za wartość wsi Lipia przez nie tu nabyte lub przez różne osoby klasztorowi  następnie darowane, nazwane zostały Nowolipiem i Nowolipkami” . 
Powyższy cytat zawiera znamienną informacją, mówiącą o tym że Brygidki przybyły do Lipia z ....Lublina!
Jak by tych sensacji było za mało, dodać należy, że... pierwsi osadzeni w Warszawie Karmelici przeniesieni zostali tu także z...Lipia!
W „Taryfie okupu Szwedzkiego z roku 1655” (opublikowanego przez Wejnetra) jest zapis mówiący, że przy ulicy Długiej - vis a` vis Kościoła Brygidek - istniał dworek Ojców Karmelitów z Lipia! Dworek ten spłonął w czasie potopu szwedzkiego i już po roku 1569 nie ma o nim wzmianki.
Wspomniany wyżej dworek na Długiej w Warszawie, otrzymało w dniu 20.06.1641 roku – dzięki swoim staraniom -  dwóch zakonników: Fabian Daruch i Elizeusz Niewiński, przeor karmelicki z Lipia i prokurator konwentu bialskiego, dzięki obietnicy, że założą w stolicy kościół i klasztor tegoż konwentu. Dobroczyńcą i donatorem był wówczas Marcin Świeżyński, szlachcic osiadły w województwie brzeskim – sekretarz królewski i vice instygator Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Darowiznę tę potwierdzono za czasów panowania króla Władysława IV.
 Karmelici cieszyli się w Warszawie – i nie tylko - wielką estymą. Ponieważ  wspomniany wyżej dworek sprawiał im – z różnych powodów - pewne kłopoty, przeto postanowili go sprzedać. Aktu sprzedaży dokonał ksiądz Marcin.
Konwent dzięki sumie podjętej ze sprzedaży dworku, oraz  kwot uzyskanych ze składek pobożnych wyznawców, a sympatyków, tudzież poważnej darowiźnie w kwocie tysiąca złotych dokonanej przez Annę Magnuszewską - wdowę po Janie Florianie Wilskim, w sierpniu roku 1668 dokonano zmiany siedziby.
Konwent Karmelitów przeniósł się wówczas niezbyt daleko, bo na ulicę Leszno, a interesującym jest to, że Brygidki miały znakomite kontakty z ówczesnymi właścicielami Leszna – Leszczyńskimi i zapewne pomogły zaprzyjaźnionym Karmelitom uzyskać tam nową lokalizację. 
Karmelici po prawie 40 latach skromnego życia, pragnęli przenieść się wreszcie pod opiekę  jakiejś możnej rodziny. I stało się!
Dzięki życzliwości biskupa Stefana Wierzbowskiego – którego ulubioną siedzibą było Nowe Jeruzalem (dziś: Góra Kalwaria) – tudzież księdza doktora teologii Marcina Behma - rejensa studium generalnego Zakonu (dał on na ten cel 2000 złotych), Konwent wszedł w posiadanie dworku na Lesznie.
Sprzedającymi był: podpułkownik Jan Weretycki i żona jego Anna Bugajska, wdowa po Walerianie Pajkerze - niegdysiejszym wójcie Leszna – oraz spadkobiercy owego Pajkera, dzieci Anny z jej pierwszego małżeństwa.
Dworek ów w części murowany, w części zaś drewniany stanowił całość z dość obszernymi placami do których przylegał.
Biskup Wierzbowski wydał w dniu 2.09.1682 roku pozwolenie na założenie klasztoru i kościoła na Lesznie, które datowano w Górze Kalwarii. Akt sprzedaży nieruchomości sporządzono w magistracie tego miasta pięć dni później.
Pozwolenie na powyższe czynności wydali ówcześni dziedzice Leszna bracia Rafał i Bogusław Leszczyńscy – podskarbice koronni. Bogusław był wówczas opatem czerwieńskim i proboszczem płockim, a Rafał....ojcem późniejszego króla Stanisława.
Możliwe, że wówczas młodzi Leszczyńscy wykonywali tylko wolę swego stryja Jana – kanclerza koronnego - który już w roku 1677 jako dziedzic tych włości, zezwolił karmelitom na fundację.
Dość zagmatwane sprawy nie pozwalały na szybszą finalizację zamierzeń. Nic prostym nie było.
Brat wyżej wspomnianych braci – Jan Przecław Leszczyński - starosta warszawski, zmarł młodo w roku 1668. Pochowano go w ...klasztorze św. Trójcy, czyli u...Brygidek! A to dlatego, że na Lesznie nie było zwłok jego gdzie złożyć. Nie było to na rękę owej możnej rodzinie i fakt ten przyspieszył decyzję o sprzedaży owej nieruchomości na Lesznie z zastrzeżeniem osadzenia tam Karmelitów i wybudowania kościoła. Tym bardziej, że nie udała się im – z winy Morsztynów - wcześniejsza próba -  fundacji braci św. Jana Bożego. Być może fakt owego osadzenia Karmelitów na Lesznie, był wynikiem sytuacji związanej z pochówkiem wspomnianego wyżej Jana Przecława. 
 „Zakonnicy osiedli na gruntach dworku już na dniu 3-cim października 1682 r. ale uroczyste prawne zajęcie nastąpiło dopiero w wigilią świętych apostołów Szymona i Judy. Mimo to, poprzednio jeszcze karmelici urządzili już w nabytem domostwie kaplicę, w której pierwsze nabożeństwo i msza ś-ta odbyły się dnia 8 września w samo święto Narodzenia Matki Boskiej, przed jej cudownym obrazem, słynącym łaskami, który po dziś dzień mieści się w ołtarzu wielkim. Obraz ten nieznajomego pędzla spoczywa w ramach srebrnych. Ta okoliczność nawet podała myśl założenia klasztoru i świątyni pod tytułem Narodzenia matki Boskiej...”. .
Takie więc były kulisy sprowadzenia zakonów Brygidek i Karmelitów Trzewiczkowych do Lipia i Warszawy. Fakt ten stawiał Lipie w pozycji dość uprzywilejowanej w stosunku do okolicznych miejscowości w regionie. Posadowienie zakonu we wsi, to powiew wielkiego świata, inne kontakty i inne możliwości, także nauki czy podróży. Wiedzieli więc Lipscy co robią, bo choć umierali bezpotomni, zachowali się w pamięci mieszkańców Lipia i wsi okolicznych. Lipie zaś, choć wsią pozostało – emanuje historią – i nie tylko – nadal konkurując z gminnym już Błędowem. I choć konkurencja ta jest raczej symboliczną, to przecież lipiane dumni są ze swojej przeszłości. Ona też  emanuje z wzniosłej bryły pięknego kościoła, przywołując ku nam sekrety kolejnych spraw i dziedziców wsi.
Wieś dzierżyli potem m.inn.Granowscy, Dall Trozzowie i Suscy. Także udział w niej miały rodziny skoligacone w tym ...Świdzińscy.
Wiele by mówić....
Wielce przemyślne działania podjął dziedzic Lipski, ale – mimo niewątpliwych koneksji - możliwości miał ograniczone. Zbyt poważne było to przedsięwzięcie i podjęte zapewne w atmosferze niechęci choćby proboszcza z Błędowa, czy okolicznych dziedziców, zazdroszczących lokacji, a Lipskiemu sprytu, kontaktów i...talentu.
Mimo wielu przeciwności urzeczywistnił on swój plan, splendoru sobie i wsi dodając. Non omnis moriar...
Oczywiście dzieje tych zakonów mają swój ciąg dalszy i nie mniej interesujący, powyższe jednak podkreśla jakże bliskie i nie banalne kontakty grójecczyzny ze stolicą.