25.04.2017
<< wstecz

Andrzej Zygmunt Rola - Stężyck

 
 

Turowiecki emigrant

 
 
 

W dniu 21 marca 1978 roku na starym cmentarzu w górskiej miejscowości Canmore, położonym w pobliżu miasteczka Calgary w Kanadzie (znanego z organizowanej tam 1988 roku Zimowej Olimpiady), grupa miejscowych dostojników wraz z przedstawicielami rządu kanadyjskiego i rzeszy okolicznej Polonii pożegnała na zawsze jednego ze swoich najznakomitszych obywateli. Ta niezwykle uroczysta ceremonia zamknęła jeszcze jeden polski ślad na obczyźnie, który dla wielu polskich dróg miała być tylko etapem, a stał się metą jakże trudnych i niezwykle skomplikowanych losów tych, których wojenne ścieżki daleko od stron rodzinnych zawiodły.
Skromna mogiła skryła na wieki człowieka, który swoje dzieciństwo i młodość związał z grójecczyzną, której wspomnienia wielokrotnie przyćmiewały wspaniałe górskie pejzaże okalające Calgary. Usytuowana wśród innych mogił kryjących szczątki polskich górników, na rozległym zboczu opadającym łagodnie ku dolinie, zdała się ogarniać ową nieprzebytą przestrzeń, w której gdzie daleko tkwiła maleńka podgrójecka wioska, w której stojący do dziś niewielki, acz gustowny dworek, jest jedynym świadkiem tamtych dalekich dni. Cóż to za wydarzenia związały Calgary, tę kanadyjską prerię i stolicę sportów zimowych z szarymi, zagubionymi wśród wzgórz grójecczyzny - Turowicami?
Julian Suski, urodzony w dniu 20 lipca 1894 roku, był synem Julii Zielińskiej i Wiktora. Przyszedł na świat w wówczas podwarszawskim Żeraniu, będącym dziś przemysłową dzielnicą Warszawy. Rodzice jego znaleźli się tam w wyniku niezwykle złożonych spraw majątkowych. Aby uzmysłowić sobie ów proces, warto prześledzić nieco dzieje tej rodziny.
Przodkowie Suskich wywodzili się z Wielkopolski, gdzie ich protoplasci znani już byli w wieku XII i XIII, także na Pałukach. Ich rodową siedzibą była Niewieża i wówczas używali nazwiska Chebda, pieczętując się herbem Pomian. Pod koniec średniowiecza wywędrowali stamtąd i utworzyli trzy nowe gałęzie rodowe, sadowiąc się w Małopolsce, Kujawach i na Mazowszu. W Małopolsce przybrali nazwisko Łubieńskich, na Kujawach Grabskich (od miejscowości o nazwie Grabie), a na Mazowszu Suskich od wsi Suska na Mazowszu Płockim. Potomkowie tych rodzin do dziś żyją w owych regionach, a po wielu z ich przodków, wiele pozostało, np. cukrownia „Łubna” w Kazimierzy Wielkiej i wiele innych zabytków techniki. W samym Grójcu mieszka rodzina Suskich, trwale związana z tą ziemią i jej historycznym rodowodem.
Nie wdając się w głębsze wywody genealogiczne, należy jednak przypomnieć osobę prapradziadka po mieczu, Michała Maurycego Suskiego, który to był regentem koronnym pieczęci mniejszej i naczelnym sekretarzem króla Augusta III Sasa, jak również łowczym łomżyńskim. Jego w linii prostej wnuk, Franciszek Jan Antoni Suski był oficerem w stopniu podporucznika, służącym w artylerii konnej. Jego dymisję z wojska podpisał hetman Rzewuski, pełniący swą służbę w okresie panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Tenże Franciszek ożenił się z Heleną Rozalią Źółtowską z Lipia i osiadł w jej majątkach, które w owych czasach nie należały do małych. Stanowiły je wsie: Dańków, Goliany, Machnatka, Lipie i Mała Wieś. Syn Franciszka - Filip Suski - dziedzic Dańkowa, ożenił się z Antoniną Trąbczyńską i z małżeństwa tego urodził się ojciec Juliana, Wiktor Suski. Ten jeszcze nawet używał (zgodnie z tradycją), podwójnego nazwiska Chebda -                   Suski. Był to wykształcony człowiek i niezwykle postępowy jak na owe czasy. Ukończył szkołę rolniczą w Dublanach. Wprowadzał innowacje do prowadzonego przez siebie gospodarstwa, ale nie miał wielkiego szczęścia w interesach. Mimo wielu naprawdę godnych uwagi projektów, a nawet założenia hodowli buraków cukrowych, które do tej pory sprowadzane były z odległej Lotaryngii (pierwsze w Królestwie Kongresowym), nie wiodło mu się. Zainwestowane w plantację fundusze nie zwróciły się w oczekiwanym terminie i Wiktor Suski zmuszony był sprzedać Dańków swojemu wspólnikowi i współpracownikowi, Aleksandrowi Janaszowi, który zresztą w niedalekiej przyszłości rozwinął Dańków w jedno z najlepszych gospodarstw nasiennych w Polsce, do dziś prosperujące pod, co prawda, państwowym szyldem, jako Stacja Hodowli Roślin. Wiktor próbował swych możliwości w przemyśle gorzelnianym, a i to przedsięwzięcie nie przyniosło spodziewanego rezultatu, bowiem rosyjski zaborca wprowadził na te wyroby monopol i Suscy zmuszeni byli do sprzedania pozostałych im Golian i w efekcje owych perturbacji zakupili podupadły, niewielki Żerań.
Żona Wiktora, Julia Zielińska, była córką Juliana i Józefy Targowskiej, właścicieli Turowic pod Grójcem. Ta niezwykle wykształcona kobieta, wielce oczytana, znająca kilka języków, reprezentowała wysoki poziom intelektualny. Miała wielki wpływ na syna. Jej europejskie podróże i znajomość sztuki wywarły poważne, wielkie wrażenie na jej bliskich i pozostawiły trwały ślad zarówno w atmosferze turowieckiego dworku jak i na psychice Juliana. Ten był bardzo przywiązany do swoich dziadków po kądzieli i najchętniej u nich właśnie przebywał. Nie było to trudne jako że w tym okresie rodzice przeżywali poważne kłopoty finansowe, a i sama przeprowadzka na Żerań, wprowadziła w ich życie pewną niestabilność. Pozostawienie Juliana w Turowicach pozwalało im na spokojne pokonywanie życiowych trudności, bez obciążenia nimi ukochanego syna.
Rodzina Zielińskich pochodziła z krakowskiego, gdzie używała nazwiska Źeleński. Jeden z przedstawicieli tej rodziny, uczestnik wojen napoleońskich, dosłużył się w cesarskiej armii ponoć stopnia generała. Trudności językowe spowodowały zniekształcenie nazwiska, którego nowego brzmienia, napoleoński generał już nie zmieniał po powrocie do Polski. Nie zerwał jednak kontaktów ze swoją krakowską rodziną i zarówno on jak i jego potomkowie utrzymywali rodzinne stosunki z tą gałęzią rodziny Źeleńskich, do której należał i z której pochodził znakomity literat, poeta, autor „Słówek” - Tadeusz Źeleński - Boy. Rodzina Zielińskich różniła się nieco od rodziny Suskich. Z grubsza rzecz biorąc najbardziej tym, że nie przywiązywała zbytniej wagi do rodzinnych tradycji. Nie znaczy to, że nie kultywowała tychże, po prostu nie czyniła z faktu przynależności do klejnotu celu samego w sobie. Stanowili bardzo intelektualny, postępowy klan i wielce patriotyczny. Jeden z przodków Julii był znanym prawnikiem i jednym z głównych autorów kodeksu cywilnego Królestwa Kongresowego. Pamięć o nim była szczególnie cenioną u Zielińskich.
Turowice w owym czasie stanowiły w grójeckim poważny ośrodek kultury promieniujący daleko poza granice regionu. Znajdowała się tam duża biblioteka z dziełami w kilku językach, oraz kolekcja obrazów i zbiór pamiątek narodowych z okresu wojen napoleońskich i zrywów powstańczych. Stałymi gośćmi turowieckich gospodarzy byli przedstawiciele warszawskiego środowiska artystycznego, a zwłaszcza teatralnego. Wizyty te zawdzięczały Turowice nieprzeciętnym talentom babki Juliusza Suskiego, pani Józefy.
Owa sławna wówczas turowicka biblioteka znajdowała się w specjalnie na ten cel zbudowanej willi zwanej „szwajcarską”, położonej w otaczającym dwór parku. Wyposażenie jej stanowiły gustowne, stylowe, XVII i XVIII - wieczne meble, nadające wnętrzu odpowiedni nastrój. Poza tym chlubą Turowic był wspaniały sad i otaczający dworek -  ogród doglądany przez ogrodnika Juliana Winklera w którym to znajdowała się oranżeria z hodowanymi tam niezwykle rzadkimi okazami egzotycznych roślin. Największą rzadkością, a jednocześnie dumą gospodarzy był dość bogaty zbiór ornitologiczny.
W takim otoczeniu i atmosferze wyrastał Julian Suski. Jego bytność w Turowicach urozmaicały wyjazdy w najbliższe okolice, gdzie bywał z rodzicami, dziadkami a nawet przyjaciółmi w różnych miejscowościach grójecczyzny, a tam z kolei spotykał się z wieloma nietuzinkowymi obywatelami, których poglądy, styl życia i zasób wiedzy miały niebagatelny wpływ na późniejsze ukształtowanie charakteru Juliana.
Po okresie beztroskiego dzieciństwa spędzonego w Taurowicach i w majątkach najbliższych, a grójeckich krewnych i przyjaciół domu (Żółtowskich, Suskich, Dall Trozzów i innych) matka zabrała go do Warszawy, gdzie też po uregulowaniu spraw majątkowych, zamieszkała w pałacu Załuskich, tym samym w którym ongiś znajdowała się pierwsza biblioteka publiczna. Tam podjął naukę języków i ogólnej edukacji. Był uczniem gimnazjum Wojciecha Górskiego (fundatora szkoły w Pamiątce koło Tarczyna) oraz gimnazjum Witolda Wróblewskiego. Tam zdobył przyjaciół z którymi kontakty przez wiele lat utrzymywał. W tej szkole wstąpił do organizacji niepodległościowej, bywał na ćwiczeniach wojskowych oraz uczestniczył w zebraniach i wycieczkach krajoznawczych. Te ostatnie prowadzone były często przez samego Janowskiego, twórcę Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. To była dla Juliana najlepsza szkoła życia.
Po zakończeniu nauki, korzystając z zasobów finansowych rodziny, ruszył w podróż po Europie. Zwiedził Niemcy, Francję, Włochy i Szwajcarię, która chyba najbardziej go zauroczyła.
Po powrocie został studentem wydziału budowy maszyn na Politechnice Lwowskiej. Decyzja ta spowodowana była powszechnym bojkotem Uniwersytetu Warszawskiego, któremu zarzucano zbyt rusyfikatorski charakter. Studia lwowskie przerwała po dwóch latach I Wojna Światowa. Wyjechał na wschód, jakiś czas przebywał w Kijowie, skąd w 1917 roku wyjechał do Warszawy. Tam współpracował z Polską Organizacją Wojskową, w imieniu której nawiązał kontakt z grupami bojowymi Polskiej Partii Socjalistycznej. Po uzyskaniu niepodległości był oficerem łącznikowym między tą organizacją, a Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Komendą Milicji Ludowej. Z tą ostatnią współpracował do 1920 roku, kiedy to milicja została przeorganizowana ze służby porządkowej w Policję Państwową. Możliwość kontynuowania przerwanych studiów spowodowała jego zwolnienie się z tej służby. Podjął studia na Uniwersytecie w Poznaniu, gdzie studiował na wydziale prawa i ekonomii. Po zakończeniu nauki powrócił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Podjęta praca pozwoliła mu na specjalizację w zakresie administracji i ustroju państwa. Szczególnie interesował się podziałem administracyjnym kraju, bowiem ten problem był w owym czasie niezwykle palący. Należało scalić w jeden organizm o jednolitym ustroju, pozostałości dawnych zaborów i utworzyć właściwy system administracyjny, logiczny i zunifikowany. W owym czasie był to jeden z najważniejszych problemów państwa.
Suski rozpoczął szkolenie starostów, zapoznawał ich z metodami pracy najbardziej zorganizowanych i wzorowych powiatów. Napisał książkę dotyczącą ustroju administracyjnego państwa, umieszczając w niej dzieje podziałów administracyjnych, oraz zarys układu władz w zarządzaniu państwem i ekonomikę administracji. Wiele z tego zostało rzeczywiście wprowadzone w życie, a proponowany przez niego schemat władz, ujawniając przejrzystość postępowania urzędów i obywateli, został nawet umieszczony w każdej ówczesnej gminie. Jego prace przyczyniły się do usprawnienia działania administracji państwowej i było to wielką zasługą Suskiego.
Ostatnie lata przed wybuchem II Wojny Światowej spędził jako starosta gnieźnieński, a następnie bydgoski. Jego fachowość i umiejętność pracy z ludźmi zyskiwała mu przyjaciół, oraz pozwalała osiągnąć znakomite sukcesy zawodowe. To go bardzo zbliżało z miejscową ludnością. Był niezwykle popularny i lubiany.
Przyznać trzeba, że w tej niezwykle trudnej, odpowiedzialnej i przerastającej siły jednego człowieka pracy, pomagała mu jego żona, Helena z Grobickich, z pochodzenia podlasianka. Jej talent organizacyjny, osobisty urok oraz rozległa wiedza i przystępność, czyniły z tej rodziny wzorzec kultury, ładu rodzinnego i zyskiwały im wielu przyjaciół..
Pobyt w Bydgoszczy był trudniejszy od gnieźnieńskiego. Składało się na to wiele przyczyn, między innymi napięte stosunki z mniejszością niemiecką, sytuacja polityczna państwa, rozdrobniona sieć agentów niemieckich, zwalczanie ich i stosunki z wojskiem. W tym mieście trwał aż do chwili kiedy to władze wydały nakaz ewakuacji. Sprawnie przeprowadził ewakuację urzędów i archiwów, co niedługo potem spowodowało, że Niemcy już po wkroczeniu do Bydgoszczy starali się go pojmać, mieli o nim doskonałe rozeznanie. Niestety, nawet proponowanie przez okupanta nagrody pieniężne za uchwycenie Suskiego, nie przyniosły spodziewanego przez Niemców efektu. Zdołał się w dniu 2 października 1939 roku przedrzeć do Warszawy, gdzie próbował pracować w zarządzie miasta, oczywiście pod zmienionym nazwiskiem, jednak niebezpieczeństwo jakie groziło jemu i jego rodzinie spowodowało jego decyzję o opuszczeniu kraju. Dzięki kontaktom osobistym udaje mu się wraz ze starszą córką Julią i pułkownikiem Glińskim wyjechać w listopadzie 1939 roku przez Krynicę, a następnie drogą przez Tatry, Słowację, Węgry, Jugosławię i Włochy do Francji. Dotarł do Paryża. W kraju tymczasem jego żona oraz młodsza córka Maria Magdalena (Duda) pozostały w Polsce, jednak pod zmienionym nazwiskiem. Zmiana nazwiska dotyczyła powrotu do nazwiska panieńskiego.
W Paryżu Suski wstąpił do armii. Po upadku Francji wraz ze sztabem generała Sikorskiego przedostaje się do Anglii, gdzie podobnie jak we Francji, zajmował się głównie informacją i publicystyką. Jego zadaniem było dostarczanie rządowi (emigracyjnemu) informacji pochodzących z prasy krajów wolnych i okupowanych, co pozwalało na obiektywny wgląd w stosunki w okupowanej Polsce i kreślenie na obczyźnie właściwego obrazu polskich problemów. Poza tym Suski wiele pisał. Jego specjalnością były artykuły prasowe dotyczące spraw polskich. Były one tłumaczone na wiele języków i wyjaśniały opinii światowej sytuacje Polski i Polaków.
Niedługo potem objął Suski z ramienia rządu stanowisko w biurze ministra Pracy i Opieki Społecznej, był nim wówczas Henryk Leon Strasburger i delegowano go do Kairu. Zadaniem Suskiego były wizytacje w obozach w Palestynie, Libanie i w Afryce. Pisał potem reportaże o sytuacji wychodźstwa polskiego na obczyźnie. Przebywał tam ponad pół roku. Dokumenty z tej podróży i sprawozdania z wizytacji były tylko częściowo publikowane. Znaczna część rękopisów znajduje się nadal w archiwach emigracyjnego rządu polskiego w Londynie.
Krótko potem w wyniku odmowy współpracy z rządem londyńskim, Suski podaje się do dymisji i obejmuje stanowisko reprezentanta poważnej angielskiej firmy eksportowej „Qest Industrial Ltd”w Kairze. Tam pełni również obowiązki prezesa Związku Polaków w Egipcie. Po załamaniu się stosunków angielsko-egipskich i załamaniu się eksportu, Suski wyjeżdża do Francji, gdzie przez około rok przebywa w Nicei i Paryżu. Był tam zatrudniony jako kierownik badań w zakresie historii administracji francuskiej, kierowanej przez członka Polskiej Akademii Umiejętności, Witolda Lucjana Langroda.
Na tym zakończył się europejski etap życiowej przygody Suskiego. Drugim etapem była podróż do Kanady i spotkanie po latach rozłąki z rodziną. Stało się to w 1951 roku właśnie w Calgary. Rozłąka trwała 12 długich lat. Wiele się przez ten okres zmieniło. Żyli jednak wszyscy! Starsza córka Suskiego, z którą był wyjechał w 1939 roku, wyszła za mąż za geologa, Jana Oko, któremu udało się nostryfikować doktorat w Kanadzie. Młodsza, Maria Magdalena została w Polsce aresztowana przez Niemców za współpracę z Armią Krajową. Przeżyła Pawiak i obóz koncentracyjny Ravensbruck. Po wyzwoleniu przez Szwecję i Anglię, gdzie skończyła studia geologiczne, dotarła do Kanady. Żona, z wielkim trudem, dokonując aktów prawie bohaterskiej determinacji, przedarła się za frontem z Polski do Berlina, skąd przez Belgię do Anglii. Po wielu perypetiach, wszyscy jednak szczęśliwie dotarli do Kanady, gdzie rodzina spotkała się w komplecie.
Julian Suski w Kanadzie rozpoczął wszystko od początku. Który to już raz w życiu? Próbował wszystkiego. Założył warsztat naprawy zabawek dziecięcych. Nie było to udane przedsięwzięcie. Następnie przez około półtora roku pracował w charakterze kontrolera autobusów międzymiastowych Greyhound, a od marca 1954 roku, został powołany na tymczasowego urzędnika zarządu miasta Edmonton, stolicy prowincji Alberta, gdzie też znajdował się jego nowy dom. Jego zadaniem było opisywanie różnych stanowisk administracyjnych, niezbędne to bowiem było dla usprawnienia działalności służb miejskich. Tu trafił na odpowiednie pole dla wykorzystania swoich umiejętności. Był przecież w tej dziedzinie nie byle jakim autorytetem. Wykorzystując zdobyte w Polsce wieloletnie doświadczenie, podjął się tej pracy której rezultaty w miarę upływu czasu stawały się znane w całej Kanadzie. Wiele kanadyjskich miast zabiegało u Suskiego o przeprowadzenie ekspertyzy z zakresu organizacji służb miejskich. Zdobywał uznanie. Oddelegowano go do Grande Praire Calgary i Reginy w Kanadzie, a następnie do Kolumbii Brytyjskiej i Stanów Zjednoczonych. Stał się współpracownikiem Canadian Federation of Mayors and Minicipalities oraz z Canadian Institute of Public Administration w tematach dotyczących usprawnień i reorganizacji kanadyjskiej administracji miejskiej. Został v-prezesem ogólno kanadyjskiego Związku Pracowników Samorządowych i v-prezesem Związku Burmistrzów Miast Kanadyjskich. Rząd kanadyjski wydelegował go na okres pół roku do różnych państw europejskich w celu zebrania materiałów porównawczych organizacji miejskich. Przebywał w Anglii, Francji, Danii, Holandii i Szwajcarii. Rezultaty swoich badań opublikował w akademickim wydawnictwie „Canadian Public Administration” w 1865 roku w dziele pt.: „The Structure of Municipal Government in Canada and in Europe”.
Aby uzmysłowić sobie pracowitość tego człowieka, należy się nieco cofnąć w czasie. niezależnie od pracy na niezwykle odpowiedzialnych i trudnych stanowiskach państwowych, jeszcze w Polsce rozpoczął działalność publicystyczną. Z uwagi na to, iż był wówczas czynnym sportowcem (uprawiał kajakarstwo i turystykę), w 1937 roku podpisał jeszcze z wydawnictwem „Biblioteka Polska” umowę, na napisanie czterojęzycznej serii przewodników po Polsce, pod wspólnym tytułem: „Przewodniki Pomiana”. W lipcu 1939 roku wydano pierwszy z nich, pt. „Gdynia, Gdańsk i Wybrzeże”. Był to jednak ostatni przewodnik. Sprzedano kilkaset egzemplarzy tego przewodnika, bowiem cały nakład zniszczyły działania wojenne. Suski projektował także wydanie przewodników po krajach Europy dla turystów polskich.
Lata okupacji mijały także na publicystyce, którą tworzył w jakże trudnych warunkach. Z zadania wywiązał się również znakomicie.
W roku 1956 wydano jego książkę pt: „Organisation of City Administration in Edmonton”. Wydawnictwo to wznawiano kilkakrotnie. Trzy wydania miała następna jego książka pt: „Administrative Statistics od the City of Edmonton”. Publikował także wiele specjalistycznych artykułów w kilku czasopismach.
Godne uwagi jest również i to że tuż po wojnie, na obczyźnie napisał kilka powieści używając pseudonimu Georg Pomian. Z tych dzieł jedno tylko zostało opublikowane w Glasgow w roku 1944 pod angielskim tytułem: „Eagle and Tartan” a następnie po polsku w Edinborough w 1946 roku, pod tytułem: „Z ziemi polskiej do szkockiej”.
Żałować należy że jego pozostałe dzieła nie doczekały się publikacji, bowiem znając wartość jego wszystkich prac wydaje się, że i te nie publikowane nie są grafomańskim wybrykiem autora.
W roku 1956, kiedy to już cieszył się w Kanadzie i świecie zasłużoną sławą jako specjalista do spraw administracji miejskiej, pełniący jednocześnie funkcję wyższego urzędnika i doradcy do spraw wydajności pracy, zaczęła dostrzegać go i kanadyjska Polonia, która dzięki temu, że Suski nigdy nie ukrywał swojego polskiego pochodzenia, zyskała nieco na znaczeniu i teraz dopiero co niektórzy jej przedstawiciele zaczęli ujawniać swój nadwiślański rodowód. Wielu powracało do polskich nazwisk uznając, że jest to raczej zaletą niż wadą dyskryminującą ich wśród innych. Dom Suskiego w Edmonton, położony we wspaniałym ogrodzie w uniwersyteckiej dzielnicy, stał się oazą polskości. Suski opublikował kilkadziesiąt artykułów dotyczących różnych spraw w prasie polonijnej.
Jak zwykle w jego przedsięwzięciach uczestniczyła żona. Zatrudniona w Szkole Sztuk Pięknych w Banff, odkryła w sobie talent malarski i po kilku latach, tj. w 1959 roku zorganizowała nawet własną wystawę prac, co było jedną z wielu akcji polonijnych w ramach Federacji Kobiet Polskich, w której czynnie działała. Spotkania polonijne w ich domu, zawsze kierowane były przez panią Suską, jako że była wielkim znawcą tradycji i kultury polskiej. Najwspanialsze i najbardziej wspominane były pikniki pod gołym niebem urządzane w jej ogrodzie, który sama pielęgnowała.
Najbardziej jednak bliską wydaje mi się ostatnia praca Juliana Suskiego, która to wydana w roku 1982 w Toronto, nakładem Century Publishing Company, pt: „W służbie na dwóch kontynentach” zawiera w swej pierwszej części lata do 1939 roku, a w drugiej reportaże z podróży turystycznych i służbowych do osad polskich uchodźców w Afryce i Środkowym Wschodzie, obejmujący połowę lat czterdziestych XX wieku.
Dzięki jego żonie, która starannie zebrała materiały i zabezpieczyła ikonografię, niezwykle bogatą jak na lata wojennych peregrynacji, pierwsza część tego dzieła zasługuje w odniesieniu do dziejów Suskiego, na szczególną uwagę. Stanowi ona bowiem kopalnię wiedzy o grójecczyźnie i ludziach z nią związanych. Pisana po latach na obczyźnie, z dala od bliskich i znajomych z którymi można by co niektóre fakty skonsultować, zadziwia świeżością i znakomitą narracją. Jest ciekawa historycznie i stanowi znakomite źródło do badań nad dziejami  grójecczyzny. Teksty  pisane sa z niezwykłym uczuciem i znać w nich przywiązanie i miłość do tej ziemi. Zadziwia świeżość wrażeń i znajomość faktów zważywszy, że autor ostatni raz widział grójecczyznę w roku 1921.
Jedynym świadkiem owych wspomnień z lat młodości jest ostały jeszcze turowicki dworek. Dawno już służy innym celom, a jego wspaniały księgozbiór, którego fragmenty widziałem jeszcze w latach pięćdziesiątych w różnych kolekcjach, rozproszyły się jeszcze bardziej. Ślad nie pozostał po niezwykłej kolekcji ornitologicznej i nikt dziś nawet nie pomyśli o tym, że Turowice przed niewielu przecież laty stanowiły ostoję polskiej tradycji i poważny ośrodek kultury, okrzepły dzięki pokoleniom związanym z tą ziemią i żyjącym dla niej.
Wiele ludzkich losów pogmatwały działania wojenne i inne zawieruchy dziejowe oraz nieprzemyślane działania pseudo patriotów, którzy niweczyli ową ostoję polskości, krzywdząc tych, którzy ową polskość tworzyli drogą tradycji i krwi również.
Biografia Juliana Suskiego jest przykładem wielkiego patriotyzmu i szacunku dla własnej ojcowizny, szacunku dla samego siebie. Świat jest mały. Dzięki Suskiemu właśnie owe kanadyjskie Calgary chlubić się może znakomitą organizacją miejską i związkami z zapomnianymi już Turowicami.